sobota, 27 grudnia 2014

"Anatomia pewnej nocy" - Anne Kim

Gatunek: THRILLER
Rok wydania: 2014
Ilość stron: 232
Oprawa: miękka

Tłumaczenie: Eliza Borg
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego


Niewielkie grenlandzkie miasteczko. Na pozór niczym nieróżniące się od tysiąca innych miejscowości, a jednak... Wydarzyło się w nim coś, co czyni je wyjątkowym. Zaledwie jednej letniej nocy samobójstwo popełniło tam aż 11 przypadkowych osób! Czy aby na pewno przypadkowych? Czy rzeczywiście 11 ofiar feralnej nocy nic nie łączy? Na te i inne pytania spróbuje odpowiedzieć Elle, niemiecka dziennikarka, która udając autorkę turystycznych reportaży, przyjeżdża do Amaraq by rozwiązać zagadkę tajemniczych samobójstw. 

piątek, 19 grudnia 2014

"Moja ukochana zmora" - Anna Sokalska

Gatunek: FANTASTYKA
Data wydania: 2014
Ilość stron: 100
Oprawa: miękka 

Wydawnictwo: ATUT



Kiedy pierwszy raz zobaczyłam tę książkę, pomyślałam, że to książeczka dla dzieci... Malutka, szczuplutka a do tego nieco "cukierkowa" i pastelowa. Na okładce młoda dziewczyna, zwiewna niczym lalka... Intrygujący opis natomiast sugerował, że to raczej dorosły czytelnik powinien znaleźć tam coś dla siebie. Od razu poczułam się zainteresowana... nie wiedziałam, czego się spodziewać, czego oczekiwać? Nie zostało mi nic innego, jak sprawdzić i przekonać się samej... 

O czym mowa w tej krótkiej historii? Młody prokurator Rafał Strzelecki, spotyka pewnego dnia Natalię... dziewczynę mieszkającą w parku. Po krótkiej rozmowie dziewczyna znika, ale Rafał długo nie może zapomnieć o tym spotkaniu. Kim była tajemnicza nieznajoma? Skąd go zna? Kim jest? Czy jeszcze kiedyś ją spotka?


poniedziałek, 1 grudnia 2014

"Na marginesie" - Michał Matuszak

Gatunek: OBYCZAJOWA
Rok wydania: 2014
Ilość stron: 250
Oprawa: miękka

Wydawnictwo: Białe Pióro



Od jakiegoś czasu, coraz częściej sięgam po pozycje napisane przez naszych rodzimych autorów. I niezmiernie mnie to cieszy, gdyż jeszcze jakiś rok temu, znalezienie polskiej książki, wśród moich lektur i zbiorów, graniczyło z cudem. Wydaje mi się, że przez chwilę nawet zamknęłam się w jednym gatunku, w jednej tematyce i ciężko mi było się wydostać... Ale trzeba było coś z tym zrobić i ruszyć ku nowemu, spróbować czegoś nieznanego. Sięgnęłam więc po polską literaturę. Raz, drugi... i teraz zdarza mi się to coraz częściej. Początkowo była to polska literatura grozy, polski thriller, aż w końcu zabrałam się za pozycje z gatunku, jakiego nigdy wcześniej nie czytałam.

sobota, 29 listopada 2014

"Ale ja nie mam czasu..." - czyli jak zaraz wyjdę z siebie i stanę obok!

Strasznie mi żal moich znajomych... Zarówno ci, którzy jeszcze się uczą, ci, którzy pracują a także ci, którzy zajmują się tylko domem... najczęściej wypowiadają zdania typu - "Nie mam pieniędzy" i "nie mam czasu". Czyż to nie straszne?! Wydawać by się mogło, że skoro nie mają czasu, to pewnie w wielkich ilościach poświęcają go pracy i w związku z tym powinni mieć więcej pieniędzy... i odwrotnie. (większość moich znajomych pracuje na etacie w normalnym wymiarze 8 godzin) Ale jednak te dwa zdania najczęściej idą ze sobą w parze! Jak to się dzieje? Ja nie wiem... i zastanawiam się - na co więc ludzie poświęcają swój czas?! Dlaczego, skoro żalą się, że nie mają pieniędzy, nie wykorzystują szansy na ich zarobienie, ponieważ nie mają czasu...?! A potem skarżą się, że nie mają ani jednego, ani drugiego?!

czwartek, 27 listopada 2014

TAG: Czytelnicze nawyki ...i zboczenia :P


Marty na blogu zauważyłam świetną zabawę... :) 
a że zaprosiła ona do niej każdego, kto tylko jest chętny, poczułam się zaproszona! :) 
Uwaga! właśnie okrywam przed Wami wszystkie moje czytelniczo-książkowe nawyki i zboczenia! :) 

poniedziałek, 17 listopada 2014

"Zaginiona dziewczyna" - Gillian Flynn

Gatunek: THRILLER 
Rok wydania: 2013
Ilość stron: 652
Oprawa: twarda

Tłumaczenie: Magdalena Koziej
Wydawnictwo: G+J



"Zaginiona dziewczyna" jest ostatnio częstym gościem na naszych blogach... Czy to za sprawą filmu, który niedawno wszedł na ekrany kin, czy za sprawą jego papierowego pierwowzoru, którego autorką jest pani Gillian Flynn. Jedno jest pewne - jest o niej głośno i wiele osób zaangażowało się w jej poszukiwanie :) Dołączyłam i ja. Z niecierpliwością czekałam na to wielkie "WOW!", które poczuję gdy już ją odnajdę... I co? Zaginioną dziewczynę odnalazłam, a wielkiego "WOW!" jak nie było, tak nie ma...

niedziela, 16 listopada 2014

"Pan Przypadek i korpoludki" - Jacek Getner

Gatunek: KRYMINAŁ
Data wydania: 18.09.2014
Ilość stron: 234
Oprawa: miękka 

Wydawnictwo: Zakładka


A ja już wiem co nowego u pana Jacka Przypadka! :) A wy? Oczywiście nie mogłam się oprzeć pokusie i odmówić sobie przeczytania kolejnych, trzecich już, przygód naszego rodzimego, niezwykle utalentowanego detektywa. Jestem przekonana, że pana Przypadka znacie już wszyscy i nikomu nie trzeba go specjalnie przedstawiać...

W trzecim tomie przygód młodego detektywa, mamy aż trzy sprawy do rozwiązania. Pierwsza dostaje kryptonim "Morderstwo w Orient Espresso" i dotyczy morderstwa popełnionego w modnej kafejce sushi, w której masowo stołują się korpoludki :) Druga sprawa to "Zbrodniarz i kara", która również rozgrywa się w świecie korporacji. Natomiast trzecia "Moralność pana Julskiego", będzie wymagała od Jacka nie lada sprytu! Gdyż jego zadaniem będzie odnaleźć złodzieja, który okradł.. złodzieja!

wtorek, 11 listopada 2014

"Demony dobrego Dextera" - Jeff Lindsay

Gatunek: THRILLER 
Rok wydania: 2006
Ilość stron: 221
Oprawa: miękka

Tłumaczenie: Jan Kraśko
Wydawnictwo: Amber





Uwierzycie, że nie znałam Dextera?! Widziałam kilkakrotnie reklamę serialu w telewizji, lecz nigdy nie zainteresowała mnie tak bardzo, żeby obejrzeć choć jeden odcinek... Szczerze mówiąc nie wiedziałam nawet kim tak naprawdę jest ów Dexter! Jak więc stało się, że wpadł w moje ręce i to w wersji papierowego pierwowzoru? Dzięki nawiązaniu znajomości z pewnym przesympatycznym polskim debiutującym pisarzem, usłyszałam po raz pierwszy o jego  niezwykle oryginalnym i zaskakującym hobby, oraz charyzmatycznej osobowości. By go w końcu osobiście poznać nie trzeba było mnie długo namawiać

poniedziałek, 3 listopada 2014

29 książek na 29 urodziny... :)

Tak, właśnie tak... Ja wiem, że ciężko w to uwierzyć, ale stało się! Obchodzę dziś 29 urodziny!!! :) Tadaaaam :) Kurcze... 29 lat! Ostatni rok magicznych "dwudziestu" lat... :) 

Na pewno będę te urodziny pamiętać :) Dzieci narysowały mi piękne obrazki, mąż przyniósł wielki bukiet kwiatów, przyjaciółki już w sobotę przygotowały babską imprezę niespodziankę przy winku... :) Było wspaniale... a ja podpatrując zabawę urodzinową panującą na blogosferze, przygotowałam Wam zestawienie 29 książek, które w jakiś sposób mnie zaskoczyły lub są po prostu wyjątkowe :) Oto one:

środa, 22 października 2014

Nigdy nie biegaj za facetem! Jeśli mu na tobie zależy - znajdzie cię!


Zakochana kobieta dostaje bzika... dosłownie! Nie na darmo mówi się, że miłość odbiera rozum. Najczęściej bywa tak, że zakochana kobieta najchętniej od razu uchyliłaby nieba wybrankowi swojego serca. Stara się jak może, by spełnić jego zachcianki. Jeśli "Misio" jest głodny zaprosi go na wystawną kolację przy świecach, podając mu wykwintny posiłek z dwóch dań, który gotowała dla niego całe popołudnie. Kiedy "Misio" zaprosi ja na randkę, zawsze znajdzie dla niego czas. Odwoła wizytę u fryzjera, przełoży spotkanie z przyjaciółkami i pobiegnie. Albo co gorsza, zanim przyjmie zaproszenie na sobotni babski wieczór, zadzwoni najpierw do "Misia" zapytać, czy nie zaplanował wspólnego wieczoru. Ponadto zrezygnuje ze swoich pasji, zmarnuje karnet na basen i siłownię, zrezygnuje z lekcji tańca, by móc jak najwięcej czasu poświęcić na spotkania z "Misiem". Ona chce dobrze. Nie zdaje jednak sobie sprawy z tego, że jest to najlepszy przepis na sercową katastrofę...

sobota, 18 października 2014

"Nie chcę wyglądać jak Schwarzenegger!" - czyli kobieta w siłowni...


Bicepsy, tricepsy, kaptury, pióra... Lubimy je, prawda dziewczyny!? Są mile widziane u każdego mężczyzny, a zwłaszcza naszego... :) Ale czy same chciałybyśmy je mieć?! :) Oczywiście, większość z nas bardzo chętnie wybierze się z przyjaciółką na aerobik, zumbę, jogę, czy pobiegać późnym wieczorem, w końcu ważne jest, aby prowadzić zdrowy tryb życia, w którym aktywność fizyczna jest niezbędna, ale wizyta w siłowni kojarzy nam się z jednym - "podnoszenie ciężarów zrobi ze mnie Schwarzeneggera!" Więc jeśli już tam pójdziemy, z chęcią zrzucenia paru kilogramów, uczepimy się bieżni, rowerka i będziemy pedałować do upadłego, przeklinając w duchu, że przez godzinę męczarni udało nam się spalić ...jednego nieszczęsnego pączka! Niewiele z nas wie, że podczas ćwiczeń siłowych spalamy szybciej, więcej, a wizja umięśnionego koksa w lustrze jest naprawdę bezpodstawna... tak, ja też tego nie wiedziałam :)

środa, 8 października 2014

"Mroczny zakątek" - Gillian Flynn

Gatunek: THRILLER 
Data wydania: 6.10.2014
Ilość stron: 512
Oprawa: miękka 

Wydawnictwo: ZNAK
Dostępność: Księgarnia Znak


Miewacie czasem uczucie "książkowego kaca"? Podejrzewam, że każdy mól książkowy czasem je ma, ale u każdego może ono wyglądać inaczej. U mnie objawia się tym, że przez jakiś czas po zakończonej lekturze nie mogę dojść do siebie... Nie mogę się odnaleźć, gdyż moja głowa nadal jeszcze tkwi między kartami skończonej niedawno książki. Ciągle jeszcze tkwię gdzieś między bohaterami, ciągle rozmyślam o wydarzeniach, układam je sobie po raz kolejny w głowie. I dopada mnie to uczucie dziwnej rezygnacji... Nie mam co czytać! Skończyło się! Zaczęłabym nową książkę, ale wewnątrz czuję, że jeszcze za wcześnie... Po tym właśnie rozpoznaję książkowego kaca. A po nim rewelacyjną książkę, która najnormalniej w świecie powaliła mnie na kolana! Właśnie skończyłam "Mroczny zakątek"... i właśnie tak się czuję...

wtorek, 7 października 2014

"Ostre przedmioty" - Gillian Flynn

Gatunek: THRILLER 
Rok wydania: 2007
Ilość stron: 285
Oprawa: miękka

Tłumaczenie: Radosław Madejski
Wydawnictwo: G+J


O pani Flynn słyszałam już za sprawą książki "Zaginiona dziewczyna". Nie miałam okazji jej czytać, ale nazwisko autorki zapisało się w mojej pamięci pod hasłem "warto poznać!". Podczas ostatniej wizyty w bibliotece zauważyłam na półce ładnie brzmiący tytuł "Ostre przedmioty" autorstwa tej pani. Cóż mogłam zrobić? Nic, tylko wziąć pod pachę i zabrać do domu... Czy była to słuszna decyzja?

poniedziałek, 6 października 2014

"Te 'podróbki' perfum są całkiem dobre!" - czyli cała prawda o firmie FM GROUP...


Kto choć raz słyszał o firmie FM GROUP ręka do góry! Kto choć raz używał produktów z ich oferty druga ręka wzwyż! Jestem przekonana, że przynajmniej połowa z Was miała już do czynienia z tą firmą i jak mniemam opinia w większej mierze będzie pozytywna... Dlaczego? To proste! Ponieważ są to produkty naprawdę dobrej jakości! Ja sama używam ich od dawna i jestem bardzo zadowolona. Zdjęcia, zamieszczone w dzisiejszym poście to nic innego, jak moje archiwum prywatne! Nie chciałabym abyście zrozumieli mnie źle... Nie jest to post sponsorowany, nie jest to reklama. Do niczego nie będę Was zachęcać, ani do niczego namawiać. Moim celem jest tylko przedstawienie Wam prawdy o tej firmie... Dlaczego? Gdyż zauważyłam, że marka wywołuje sporo kontrowersji, a najgłośniej krzyczą i najwięcej do powiedzenia mają osoby, które najmniej o niej wiedzą.

niedziela, 5 października 2014

"Ring" - recenzja filmu...

"THE RING"
GATUNEK: horror
REŻYSERIA: Gore Verbinski
SCENARIUSZ: Ehren Kruger
PRODUKCJA: USA, Japonia
PREMIERA: 15 listopada 2002 (Polska)

OBSADA:
Rachel Keller - Naomi Watts
Samara Morgan - Daveigh Chase
Aidan - David Dorfman
Noah - Martin Henderson



Jestem miłośniczką horrorów... wspominałam już nie raz! Jednak bardziej od brutalnych i krwawych scen, cenię sobie zawiłą fabułę, w której mamy tajemnicę i zagadkę do rozwiązania. Nie wymagam, żeby krew lała się litrami, trzewia też nie muszą wypływać z każdego, nawet "piątoplanowego" bohatera! Gałki oczne nie muszą się toczyć po posadce, a maszyny do tortur mogą spokojnie rdzewieć nieużywane... Tak, zdecydowanie bardziej cenię sobie intrygującą fabułę! I preferuję raczej bohaterów nieco paranormalnych - duchy i zjawy mile widziane! To taki mój mały "margines tchórza" :) - "o kurcze! zabił go duch! wessał go w dziurkę od klucza?! eeee... przecież duchy wcale nie istnieją..." :P I takim właśnie filmem, który idealnie wpasował się w mój gust jest "Ring". Spora dawka grozy, dreszczyk emocji, zagadka do rozwiązania... i tajemnicza zjawa.

czwartek, 2 października 2014

Wolę spaść ze schodów, niż iść do klubu! - Zdziadziałam?! :)


W każdym większym mieście, jak grzyby po deszczu pojawiają się coraz to nowsze kluby i dyskoteki. A ludzie w przekroju od 16 do 35 lat (???) co weekend masowo się w nich pojawiają... Panowie zakładają odświętny dresik i starannie układają sobie włoski na żelik - a nuż może uda mi się dziś jakąś "pannę" wyrwać?! :D Panie już trzy godziny przed wyjściem, wypatroszają swoją szafę w poszukiwaniu kiecki idealnej... Ta nie, bo za długa, a ta nie, bo za krótka! Ta za zielona, ta za niebieska! Weźmie czerwoną, bo będzie pasowała do butów, ale teraz torebka nie pasuje! Skandal! Ubierze więc nowe buty, nową torebkę, tylko, że cholera... teraz kolczyki nie takie :P w końcu po wielu godzinach walk i starannych przygotowań stają na progu najmodniejszej w tym sezonie "Obory"* w śródmieściu i balują do białego rana... 

sobota, 27 września 2014

Stos, czyli to co tygryski lubią najbardziej! :)




Dzień dobry! Dziś czas na stos! :) Niewielki, ale cieszy :) Jak widać nawet mój kot Zygmunt dzielnie Wam zapozował... :) w sumie w takim towarzystwie zapozowałby chyba każdy! :) Więc przedstawiam Wam pozycje, które czytałam i zamierzam przeczytać w najbliższym czasie... :) 






czwartek, 25 września 2014

"Patologia" - recenzja filmu...

"PATOLOGIA"
Gatunek: thriller
Reżyseria: Marc Scholermann
Scenariusz: Marc Neveldine, Brian Taylor
Produkcja: USA
Premiera: 2008


OBSADA:

Ted Grey - Milo Ventimiglia
Jake Gallo - Michael Weston
Juliette Bath - Lauren Lee Smith
Gwen Williamson - Alyssa Milano


Kiedy pierwszy raz przeczytałam tytuł tego filmu, nie mając przed oczami żadnego plakatu, żadnego zdjęcia, wydawało mi się, że będę tu miała do czynienia z filmem przedstawiającym patologię społeczną. A że niezbyt przyjemnie ogląda mi się filmy o zaniedbanych dzieciach z rodzin, w których panuje przemoc i alkoholizm, porzuciłam zamiar oglądania i sięgnęłam po książkę... Jednak już kilka minut później kiedy zobaczyłam początek filmu, zorientowałam się jak bardzo się myliłam. Pierwsze skojarzenie okazało się mylne, gdyż patologia okazała się być dziedziną medycyny... i większą część filmu dzieje się w prosektorium. Nie mogłam więc odmówić sobie seansu, chociażby z racji tego, że praca patologów mnie fascynuje i szczerze podziwiam ludzi, którzy decydują się związać swoją przyszłość właśnie z tym kierunkiem.

niedziela, 21 września 2014

"Fanaberia" - Łukasz Kotkowski

Gatunek: THRILLER, KRYMINAŁ
Rok wydania: 2014
Ilość stron: 398
Oprawa: miękka 

Wydawnictwo: Novae Res
Dostępność: Empik


Podejrzewam, że każdy z nas choć raz w życiu trafił na książkę, która zapowiadała się świetnie a okazała się wielkim niewypałem. Wiązaliśmy z nią wielkie nadzieje, wierzyliśmy, że dostarczy nam ona wyjątkowych wrażeń, podchodziliśmy do niej z entuzjazmem a następnie z przerażeniem odkryliśmy, że z każdą kolejną stroną zapał i entuzjazm spadał i spadał... i dotyka nas przykre rozczarowanie. Każdy przeżył to choć raz. Jakim jest więc miłym zaskoczeniem, kiedy sięgamy po mało znaną jeszcze książkę i okazuje się, że właśnie znaleźliśmy to czego szukaliśmy... że oto książka, która spędza nam sen z powiek! Podczas rozmowy z panem Kotkowskim napisałam, że wydaje mi się, że książka jest w moim guście... i muszę przyznać, że intuicja mnie nie zawiodła! 

piątek, 19 września 2014

Book Tag :)


Podobno ta zabawa w oryginale wyglądała trochę inaczej... Piszę "podobno" ponieważ nie mam zielonego pojęcia jak wyglądała :) Ja podejrzałam tę wersję u naszej blogowej koleżanki Ciarolki i postanowiłam też nieco zmodyfikować ją na swój sposób :) i wziąć udział... Bo każdy powód by pogadać o książkach jest dobry! :)




środa, 17 września 2014

"Pasjonat oczu" - Sebastian Fitzek

Gatunek: THRILLER PSYCHOLOGICZNY
Rok wydania: 2013
Ilość stron: 420
Oprawa: miękka 

Tłumaczenie: Barbara Tarnas

Wydawnictwo: G+J


O panu Fitzku na łamach mojego bloga wspominałam już nie raz... i na pewno nie raz jeszcze wspomnę! Jest to niemiecki pisarz, który już swoją pierwszą książką, która wylądowała w moich rękach, powalił mnie na łopatki! Teraz jest jak moje małe uzależnienie... Sięgam kolejno po jego książki i oprzeć się nie mogę. Prześladuje mnie tylko jedna okropna myśl... Zostały mi już tylko dwie! 

sobota, 13 września 2014

"Klara" - Iza Kuna

Gatunek: LITERATURA WSPÓŁCZESNA
Rok wydania: 2013
Ilość stron: 296
Oprawa: twarda

Wydawnictwo: Świat Książki


Czasami bywa tak, że książki odnajdują nas same... Mieliście kiedyś tak? Ja śmiało mogę powiedzieć, że tak właśnie było tym razem! Ta książka znalazła mnie sama. Ale nie, nie przyszła pod moje drzwi na swoich własnych, małych nóżkach, nie zapukała łapką i nie położyła się sama na mojej półce... :) Lecz była to sytuacja jak z reklamy! Kiedy koleżanka w pracy (pracy nie mającej nic wspólnego z książkami! ;) ) wyciągnęła ją ze swojego biurka i powiedziała "Czytałaś?! weź... jestem strasznie ciekawa Twojej opinii..." :) A że nie zwykłam odmawiać, gdy dają mi do przeczytania książkę, więc jest ona już za mną...

czwartek, 11 września 2014

...a na półce kurzą się arcydzieła! :)

Interesujących, wartych uwagi książek na świecie nie brakuje. Na szczęście! Każdy, jeśli tylko chce, znajdzie coś dla siebie, gdyż oferty wydawnictw są bardzo bogate. Kryminały, horrory, thrillery, powieści młodzieżowe, paranormalne... Do koloru do wyboru... Dla każdego coś dobrego!

Do tego raz na jakiś czas pojawiają się książki, które mam wrażenie, że czytają wszyscy! Młodsi i starsi... Miłośnicy wszystkich gatunków! To tak zwane "arcydzieła", które każdy chciałby poznać... a jeśli nie chciałby, to przynajmniej wypadałoby, bo jest o nich tak głośno i zbierają one tyle zachwytów, że nawet prawdziwy książkowy twardziel, w końcu wymięka! Taką serią były choćby "Igrzyska śmierci" pani Collins, "Delirium" pani Oliver, trylogia Larssona... i wiele innych. 

niedziela, 7 września 2014

"Carrie" - Stephen King

Gatunek: THRILLER, HORROR
Rok wydania: 2007
Ilość stron: 208
Oprawa: miękka 

Tłumaczenie: Danuta Górska
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka



Dawno, dawno temu... Będąc jeszcze nastolatką trafiłam w telewizji na fragment filmu o dziewczynie, która urządziła na imprezie niemałą krwawą jatkę. Kiedy tylko udało mi się ustalić, że film nosił tytuł "Carrie" i powstał na podstawie powieści Stephena Kinga, zapisałam sobie ten tytuł na listę lektur obowiązkowych. I wyobraźcie sobie, że właśnie teraz, 15 lat później, udało mi się w końcu tę książkę przeczytać! Strasznie ciężko było mi ją dostać. W księgarniach, nawet internetowych, jest już raczej niedostępna, a w mojej bibliotece w ogóle tej pozycji nie ma! Musiałabym jechać po nią na drugi koniec miasta... No i cóż... Pojechałam! :)

sobota, 6 września 2014

Nie bądź mamą idealną! Nie musisz!

Z reklam telewizyjnych, z bilbordów, czy z gazet atakują nas zdjęcia uśmiechniętych rodzin! Uśmiechniętych mam i dzieci. Razem idą na zakupy, razem gotują obiadki... Obrazek jak z bajki! Jednak rzeczywistość wygląda znacznie inaczej! Bycie mamą choć jest piękne i radosne, jest równie męczące! Jednak o tym oczywiście ciiii... to temat tabu, o którym się nie rozmawia! A Ty droga mamo choć jesteś przemęczona, niewyspana, zapracowana i nie masz prawie chwili dla siebie, masz się zawsze i wszędzie szeroko uśmiechać i opowiadać jaka to jesteś szczęśliwa i jakiego to pięknego aniołka wydałaś na świat! Zdradzają Cię podpuchnięte i podkrążone oczy, których nawet perfekcyjny makijaż nie był w stanie ukryć, ale uśmiechaj się! Ciesz! I absolutnie nie mów głośno, że jesteś zmęczona, że wychowywanie dzieci Cię wykańcza... A broń Boże nie mów, że nie jesteś do tego stworzona! Bo zostaniesz zlinczowana!

środa, 3 września 2014

SPRZEDAM lub WYMIENIĘ :) czyli mój kiermasz książek :)

Na moim blogu nastąpiły małe zmiany, o których pisałam wcześniej :) Prócz recenzji książek zaczęły pojawiać się wpisy na całkiem inne tematy, nie tylko książkowe... Szablon póki co został ten sam, lecz nagłówek już nieco inny... :) Pojawiły się w górnym pasku podstrony, dzięki którym łatwiej będzie trafić na wpis, który Was interesuje :) Tak więc :

- KSIĄŻKI - wiadomo :) umieściłam tam linki do wszystkich recenzji, jakie do tej pory opublikowałam na blogu :)

- FILMY - tam znajdziecie recenzje wszystkich dotychczas opublikowanych recenzji filmowych :)

- PRZY KAWIE - oto nowa etykieta, a pod jej tajemniczą nazwą znajdziecie wpisy z serii tych kulturowych :) innymi słowy - o książkach inaczej... Prześwietlenie Stephena Kinga, coś o trylogii, dyskusja czy lepsza jest książka czy film? :) z resztą zajrzyjcie sami :)

- PRZY WINIE - druga nowa etykieta, pod którą kryją się wpisy typu lifestyle :) Wpisy bardziej prywatne, moje spostrzeżenia i poglądy na różne tematy :) Między nami kobietami... Między nami matkami... Między nami żonami... :) zapraszam :)

- KIERMASZ - właśnie! obok tego wszystkiego nowa stronka z książkami, które chętnie oddam w dobre ręce... nie lubię rozstawać się ze swoimi książkami, ale zostałam do tego zmuszona. Niestety z braku miejsca... dom z własną biblioteczką jest jeszcze tylko w sferze marzeń, a małe mieszkanko wiąże się z ograniczoną liczbą miejsca.. Zapraszam więc do przejrzenia moich książek na sprzedaż i wymiankę :) KLIK

poniedziałek, 1 września 2014

Witaj szkoło! :) - Chyba się zestarzałam... ?! Tylko kiedy!?

Pamiętam jakby to było wczoraj... 13 sierpnia 2008. Chłodny słoneczny poranek i ja ledwo żywa na oddziale położniczym z moją maluśką córunią Oleńką. Prawdziwy maluszek niespełna 2700g i 50cm... Mój maluszek.

Kiedy?! Ja się pytam kiedy minęły te wszystkie lata!? Jak to się stało, że mój maluszek właśnie skończył 6 lat i dziś poszedł do szkoły?! ...DO SZKOŁY! Kiedy tak stałam na tym szkolnym boisku, słuchałam przemowy powitalnej przypominały mi się moje szkolne lata... Plecak, klasówki, oceny i ten hałas na korytarzu szkolnym podczas przerw... ale, ale zaraz, zaraz... spojrzałam na tą dumną, szczęśliwą i uśmiechniętą dziewczynkę i oprzytomniałam - "Halo halo koleżanko! Jesteś rodzicem! RODZICEM!" i nagle poczułam się taka ... stara! :P

Przypomniałam sobie moje wczesne lata szkolne, ale kiedy się ocknęłam podziękowałam w duchu, że to dzięki Bogu, nie ja idę do szkoły! :) Wystarczyła mi godzina w murach szkolnych, by mieć jej dość! :) W ogóle całe to rozpoczęcie roku szkolnego to jedna wielka szopka! wrrr... Wiatr wieje, głowę urywa, pierwszoklasiści, 6-letnie maluszki trzymają się za ręce, ściskają w kupie, żeby wichura przypadkiem kogoś nie zwiała... :) bo apel przecież na boisku! a Pani dyrektor przemawia! Wichura rozwiewa jej fryzurę, nad którą sztab fryzjerek pracował godzinami... Kartki jej lecą... przyboczne latają po całym boisku, łapią, zbierają... ale przecież przemówienie musi być! To nic, że nikt tego nie słucha! To nic, że dzieciaczki jęczą znudzone, zestresowane nie tylko pierwszym dniem szkoły, lecz jeszcze bardziej wichurą... Te które znają, już zdrowaśki odmawiają, żeby Bóg się zlitował i nie porwał w przestworza cherlawego ciałka! :D A panie dyrektor przemawia... Przecież trzeba przeczytać list powitalny od prezydenta miasta, który niestety nie mógł się pojawić na uroczystości, gdyż miał ważniejsze zobowiązania (może uroczyste śniadanie u teściowej?), poza tym list gratulacyjny od ministra edukacji, ministra jakiegoś tam i pani z pobliskiego warzywniaka... Niech dzieci marzną! Przemowa musi być! :)

A kiedy już dzieciakom, rodzicom i nauczycielom, każdy włos sterczał w inną stronę i zarząd szkoły nie widział dalszego sensu w przetrzymywaniu nas na tym wietrze, przeszliśmy do spotkań klasowych... Kiedy już wychowawczyni podyktowała kompletną wyprawkę pierwszaka i każdy z rodziców zwinął tę kilometrową listę zakupów, nadszedł ciąg dalszy formalności... Obiadki? Świetlica? Jasne! Można zapisać. Tak więc zaginaj rodzicu na drugie piętro do sekretariatu po kwestionariusz na świetlicę... Stamtąd pójdź  na parter złóż go w świetlicy. Potem wróć na pierwsze piętro wykup obiadki i przemaszeruj się wzdłuż i wszerz szkoły w poszukiwaniu sali nr 111883! :D A że jest to zespół szkół - podstawowa, gimnazjum i liceum w jednym - budyneczek niemały...! :) Uwierzcie mi - nogi mi niemal odpadły a fleki w szpilkach nadają się tylko do wymiany! :D

Godzina w szkole wyczerpała mnie niesamowicie, ale czy wiecie lub domyślacie się chociaż, jakie to jest uczucie być rodzicem? Stać na tym boisku w eleganckiej sukience, szpilkach i myśleć sobie "Moje dziecko idzie do szkoły! A ja będę latać na wywiadówki!"... Pamiętam kiedy to ja zaczynałam szkołę i wyciągałam mamę na rozpoczęcie już o 5 rano! :) Pamiętam te moje koślawe literki w zeszycie i wielką radość kiedy po raz pierwszy udało mi się złożyć je w wyraz! :) Pamiętam kiedy Mateuszek z mojej klasy powiedział, że nie będzie stał ze mną w parze, bo jestem ruda, a z rudymi nie może się bawić... :P to była ówczesna życiowa tragedia... i co najgorsze pamiętam moją mamę... miała wtedy 29 lat ... i wydawało mi się, że jest przecież taka dorosła, taka stara...! :) Patrzyłam na nią i nie mogłam się doczekać, kiedy i ja będę mogła malować paznokcie, robić makijaż, czesać się godzinę przed wyjściem z domu i nosić buty na wysokim obcasie! Chciałam być taka jak ona. Teraz moja Ola chce być taka jak ja! Wiele razy słyszałam już słowa "Mamusiu, a jak będę taka stara jak Ty, to..." lub "Mamusiu, a jak byłaś młoda, to..." - uch... przyznaję - do tego ciężko przywyknąć! :P

Kiedy byłam w jej wieku, 29 lat wydawało mi się już zaawansowanym wiekiem starczym! Mama była dla mnie autorytetem, oparciem i najważniejszą osobą na świecie. To z nią dzieliłam się swoimi małymi i większymi sukcesami, to jej wypłakiwałam się w ramię, kiedy spotkała mnie przykrość... To ona dawała mi poczucie bezpieczeństwa. A dziś patrzę na tą mądrą, rezolutną dziewczynkę i napawa mnie duma! Tak samo jak, 20 lat temu moja mama patrzyła na mnie. Teraz to ja jestem autorytetem. Teraz to ja daję temu dziecku poczucie bezpieczeństwa i uczę je świata... To ja będę opatrunkiem kiedy potknie się, sparzy i zawiedzie. I przyznaję, że jestem przerażona... Czy dam radę? Czy podołam?

Moje dziecko poszło do szkoły. Już za parę chwil nauczy się czytać, pisać, liczyć... Zacznie odkrywać świat i zadawać coraz mądrzejsze pytania. Zacznie dojrzewać ... a ja? No właśnie, dziś zdałam sobie sprawę z tego, że nie tylko moje dziecko rośnie, ale ja się starzeję! Czy to już czas,  abym usiadła w bujanym fotelu, chwyciła druty i zaczęła dziergać skarpety?! Czy to już czas włożyć na nos okulary i zacząć szydełkować? A może najwyższa pora zaczynać zdanie od "Kiedy ja byłam w twoim wieku...." :D

czwartek, 28 sierpnia 2014

Czas na zmiany... zmiany na lepsze? :)

*zdjęcie zaczerpnięte z internetu*
Moi Drodzy...
Zmieniamy się... Dorastamy. Uczymy się całe życie. I czasem nadchodzi czas, kiedy trzeba coś zmienić... U mnie właśnie taki czas nadszedł :) 

Nie, wcale nie żegnam się z blogosferą! Wręcz przeciwnie. W mojej głowie pojawiła się pewna myśl... Nie samymi książkami człowiek żyje... :) Właśnie, ja też nie. W moim życiu prócz książek jest miejsce na całą masę innych rzeczy! Mam męża, dzieci, przyjaciół i 8 godzin dziennie spędzam w pracy, gdzie grzebię w częściach samochodowych... Dzieje się bardzo dużo! Mam swoje opinie i poglądy na różne tematy, nie raz jakiś problem spędza mi sen z powiek... czemu by nie zacząć o tym pisać?! :) Czemu by nie wykorzystać tego mojego małego kącika w sieci, by wyrazić siebie nie tylko poprzez recenzje książek...? :)

Tak... za małą sugestią moich przyjaciółek, zamierzam nieco przekształcić mojego bloga... W tej chwili nie wiem, czy jest to dobry pomysł, ale chcę spróbować i mam nadzieję, że zostaniecie ze mną :) Będzie okazja poznać mnie bliżej, poznać moje otoczenie, moje poglądy... :) Będę pisać o różnych rzeczach - na dzień dzisiejszy mam mnóstwo pomysłów i będę starała się kolejno je realizować :) Już ostatnio pojawił się mały przedsmak czegoś nowego... o kobiecej przyjaźni, który znajdziecie TUTAJ. Wiele razy spotkałam się z opinią, że lubicie kiedy autor bloga pozwala poznać się bliżej, pisze coś o sobie, a nie jedynie podręcznikową recenzję książki... :) Ja teraz chciałabym pokazać Wam się z nieco innej strony... :) Książki i recenzje oczywiście też pozostaną! Bez obaw! To jest moja największa pasja! Od tego zaczynałam i na pewno z tego nie zrezygnuję :) Jednak w życiu dzieje się różnie. Czasem na czytanie książek zostaje mniej czasu, A wtedy blog jednotematyczny świeci pustkami i w miesiącu pojawia się niewiele nowych wpisów. Chciałabym to nieco zmienić :)

Jeśli chodzi o kwestie porządkowe i administracyjne... Blog może zostać nieco odmieniony. Może nowy nagłówek? Nowy tytuł? Może coś jeszcze? Czas pokaże... Adres bloga z kilku względów pozostanie ten sam. Z książkami w roli głównej... A czy posty "poza książkowe" będą oznaczone dodatkowym opisem jeszcze nie wiem... Przede mną jeszcze sporo porządków  i decyzji... :) Jedno co się na pewno nie zmieni - ja nadal będę ta sama :) i to nadal ta sama ja będę tu do Was przemawiać :)

Mam jedynie nadzieję, że mój nowy pomysł przyjmiecie z entuzjazmem, zechcecie mnie poznać bliżej i pozostaniecie ze mną :) Chętnie poznam też Wasze opinie na temat tej zmiany :) W końcu nie samymi książkami człowiek żyje... :) 

pozdrawiam
Renata Zub

wtorek, 26 sierpnia 2014

Przyjaźń to jedna dusza w ... czterech ciałach? :)

Każdy z nas ma przyjaciół... a przynajmniej każdy mieć powinien. Według mnie jest to niezbędny element, aby człowiek mógł się rozwijać i prawidłowo funkcjonować. Szczególnie ważne jest to w przypadku kobiet! Jedna przyjaciółka to absolutne minimum!!! Inaczej, bądźmy szczerzy, kobieta zeświruje! :) Trzeba mieć z kim pójść na zakupy po kolejną kieckę, trzeba mieć się komu wyżalić na szefa, który nie docenia, trzeba mieć się komu wypłakać w ramię, kiedy kolejny "królewicz" złamie nam serce i trzeba mieć z kim świętować sukcesy! Dla kobiety jest to absolutna podstawa! Musi być obok co najmniej jedna kobieta, która przytuli kiedy trzeba, pocieszy i po raz setny otrze łzy, wypije butelkę wina (albo 2, ewentualnie 7 :P ) i wysłucha tych samych żali... A najlepiej jeśli będą takie przyjaciółki trzy! :)

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

"Numery. Czas uciekać" - Rachel Ward

Gatunek: THRILLER MŁODZIEŻOWY
Rok wydania: 2009
Ilość stron: 320
Oprawa: miękka 

Tłumaczenie: Anna Dorota Kamińska
Wydawnictwo: WILGA



Mimo mojego "starczego" już wieku :) zdarza mi się, raz na jakiś czas, sięgnąć po literaturę młodzieżową. Robię sobie chwilę przerwy od kryminałów, thrillerów i wszelkich powieści z psychologicznym zalążkiem i sięgam po coś lekkiego i przyjemnego z nadzieją, że spełnią one moje oczekiwania. Tym razem przyciągnęła mnie tajemnicza fabuła książki pani Rachel Ward. Tajemnicze numery, tajemnicza nastolatka i w tle atak terrorystyczny na Londyn. Zapowiada się ciekawie, prawda?

Piętnastoletnia Jem nie ma wielu znajomych, nie chodzi na imprezy, nie jest przez rówieśników lubiana i trzyma się raczej na uboczu. Jem nie jest zwyczajną nastolatką, dostała pewien dar... Widzi w oczach ludzi numery. Są to daty ich śmierci. Widziała datę śmierci własnej matki, widzi datę nauczycieli, kolegów z klasy i każdego przechodnia na ulicy. Wiedziała też kiedy w ataku terrorystycznym zginą ludzie i że jej jedynemu przyjacielowi Pająkowi, zostało zaledwie kilka tygodni życia... Czy dziewczynie uda się uratować życie przyjaciela?

Przyznaję szczerze, że zamierzony cel został osiągnięty. Przeczytałam coś miłego, lekkiego i przyjemnego. Nie wymagało to ode mnie większego zaangażowania, skupienia i myślenia. Nie musiałam śledzić seryjnego mordercy, nie musiałam rozwiązywać żadnej zagadki, nie było żadnej intrygi... Wystarczyło tylko czytać. Więc czytałam, bez większych uczuć i emocji. Było szybko, łatwo i przyjemnie. Pani Ward napisała całkiem dobrą książkę, jednak nie ukrywam, że raczej dla mniej wymagających nastolatek. 

Akcja rozwinęła się bardzo szybko i sprawnie, fabuła  była dobrze przemyślana, a bohaterowie świetnie wykreowani i dopracowani w najmniejszych szczegółach. Autorka oszczędza nam zbędnych, męczących opisów i rozpraszających wątków. Od początku jest tu jeden sens i wyraźnie nakreślony bieg wydarzeń. Narracja pierwszoosobowa pozwala nam śledzić historię z punktu widzenia głównej bohaterki i spojrzeć na wydarzenia jej oczami. Do tego prosty język i łatwy styl jakim posługuje się autorka, daje nam przyjemną w odbiorze całość. 

Dla mnie niestety było to już za mało. Wydaje mi się, że po przeczytaniu takiej ilości kryminałów, thrillerów i horrorów, nie jestem już w stanie zadowolić się lekką powieścią młodzieżową. Moja głowa domaga się zagadki, morderstwa, zwłok i rozlewu krwi. Po tylu latach czytania Kinga, Ketchuma i Edwarda Lee, mam już bardzo wysoko postawioną poprzeczkę i daleko przesuniętą granicę wrażliwości. "Numery" wciągnęły mnie na początku, nieco wynudziły w połowie i dały się przewidzieć na końcu. Jednak mimo wszystko doczytałam do samego końca, momentami czułam się zaintrygowana i miło spędziłam czas! Nie mogę więc jednoznacznie stwierdzić, jaką ocenę przyznaję tej książce. Jednak cała historia była dla mnie zbyt jałowa, naciągana, a główna bohaterka naiwna i dziecinna... 

Ja po kolejne dwie części tej serii raczej nie sięgnę i będę rozglądać się za czymś z dorobku Cooka, Kinga i Fitzka. Przeczytałam, odpoczęłam i wracam do mojego świata. Świata pełnego grozy, krwi i thrillerów psychologicznych. Powieści, w których każda kolejna strona jest wielką niewiadomą, a nieprzewidywalne zakończenie strąca mi kapcie z nóg :) "Numery" były natomiast miłą odskocznią i jak większość książek, zmusiły mnie do małych refleksji... Czy gdybym miała możliwość poznać datę swojej śmierci... Chciałbym ją znać? Ja zdecydowanie nie! Jeśli Ty uważasz, że wykorzystałbyś wtedy resztę swoich dni najlepiej jak potrafisz, to zaskoczę Cię, ale możesz zacząć spełniać marzenia już dziś! Bo choć nie podam Ci konkretnej daty, to jestem pewna, że i Ty pewnego dnia umrzesz... :) Nie trać czasu! 


niedziela, 24 sierpnia 2014

"Pasierbice" - Hilary Norman

Gatunek: THRILLER
Rok wydania: 2008
Ilość stron: 535
Oprawa: miękka 

Tłumaczenie: Anna Bańkowska
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka


"Pasierbice"... jakże bliski mi tytuł! Sama pasierbicą byłam. Więc sam tytuł bardzo mnie zaintrygował, do tego interesujący opis, oraz wiele pozytywnych opinii i recenzji utwierdziło mnie jedynie w przekonaniu, że warto po tę pozycję sięgnąć. Z własnego doświadczenia wiem, że ojczym i jedna pasierbica to już może być mieszanka wybuchowa... a co dopiero 3 pasierbice?! 

Matthew Gardner i Karolina Walters poznali się, pokochali i dość szybko zdecydowali na ślub. Rozumieli się doskonale, lubili spędzać razem czas, kochali się i czuli się razem szczęśliwi. Był tylko jeden problem, trzy nastoletnie córki Karoliny postanowiły pozbyć się ojczyma. 16-letnia Flic, 14-letnia Imo i 12-letnia Chloe postanowiły zmienić życie Matthew w piekło... Na początku były to małe, nieszkodliwe złośliwości. Z czasem jednak przybrały one na sile i doprowadziły do tragedii..

O relacjach pasierbica - ojczym mogłabym powiedzieć dużo. Sama takie relacje przez długi czas utrzymywałam. W sumie nadal utrzymuję, chociaż już nieco inaczej, ponieważ założyłam własną rodzinę i własny dom. Tu żadne pokrewieństwo i geny nie mają znaczenia. Liczą się ludzie. Znam rodziny, w  których pasierbica utrzymywała lepsze i bliższe kontakty z ojczymem, niż wiele innych córek z rodzonym ojcem. Dlatego też uważam, że nie możemy każdej takiej rodziny wsadzić do jednej szuflady, gdyż wszystko zależy od ludzi, ich podejścia, ich charakterów. Jednak historia opisana przez autorkę bez wątpienia mogłaby wydarzyć się w rzeczywistym życiu. Ponieważ pojawienie się nowego mężczyzny w domu i życiu dziecka to wielkie wydarzenie i wiążą się z nim ogromne emocje, nie zawsze pozytywne... 

"Podobno nawet ludzie bez skazy, 
oskarżani dostatecznie często o różne grzechy, 
zaczynają wątpić w swą niewinność."

Od samego początku podchodziłam do tej książki z wielkim zapałem i wielką nadzieją. Nadzieją na intrygującą historię i akcję. Jednak z każdą stroną mój zapał malał, a nadzieja znikała. Na początku było nieco nudno. Przez pierwsze 100 stron trzeba było po prostu przebrnąć. Działo się niewiele. Akcja rozwijała się bardzo powoli. Ale starałam się jak mogłam i cierpliwie czekałam na dalszy rozwój wypadków. Moja cierpliwość została nagrodzona, gdyż później akcja nieco się rozkręciła, zaczęło się dziać coraz więcej, dreszcze coraz częściej zaczęły pojawiać się na moim ciele... Nigdy bym nie pomyślała, do czego mogą być zdolne młode dziewczęta i do czego mogą się posunąć, byleby tylko osiągnąć swój cel... Autorka wykazała się wielką pomysłowością. Tego z pewnością nie można jej odmówić, podobnie jak zdolności pisarskich. Wielkim plusem powieści jest lekki, przyjemny styl, oraz prosty język jakim posługuje się autorka. 

Czas poświęcony tej powieści, nie był czasem straconym, choć nie mogę też powiedzieć, żebym była wyjątkowo zachwycona. Czegoś mi brakowało. Moją ocenę na pewno obniża powolny rozwój akcji i wydarzeń. Lubię kiedy książka porywa mnie od pierwszych stron i nie pozwala odłożyć się na regał. Tu mi tego brakowało. Kilka razy przyłapałam się na tym, że wracam do niej z obowiązku, a nie z ciekawości. Gdyby na początku zabrakło mi wytrwałości i wiary w zdolności autorki, książka mogła wylądować na stosie "niedoczytane, wrócę (lub nie) innym razem" :) Na szczęście tak się nie stało...

Relacje między ojczymem, a pasierbami bywają naprawdę różne. Ile ludzi, tyle przypadków. Ja ze swoim miałam częste konflikty i brak porozumienia. Moja znajoma za swoim skoczyłaby w ogień, tak samo jak on za nią. Jedyne co ma tu znaczenie to charaktery i chęci obu stron. Zdecydowanie każda relacja wymaga wiele pracy, poznania się i dobrych chęci. U mnie w domu czegoś zabrakło, jednak mimo to byliśmy w stanie przeżyć ze sobą 14 lat pod jednym dachem. Teraz już mam własny dom, rodzinę i swoje życie, wiele się zmieniło. Ja się zmieniłam. Relacja z ojczymem znacznie się poprawiła... I choć ten człowiek nie jest moim biologicznym ojcem, to jednak on zna moje najdziwniejsze nawyki, moje wady i zalety. On zadał sobie trud wychowania mnie od najmłodszych lat! I to również dzięki niemu jestem dziś tym, kim jestem... i jestem mu za to naprawdę wdzięczna!

niedziela, 17 sierpnia 2014

"Oszukać przeznaczenie" - śmierci nie przechytrzysz, ona ma swój plan...

Uwielbiam horrory! I nie jest to tajemnicą. Swego czasu pochłaniałam je w ogromnych ilościach, w zastraszającym tempie, nie krzywiąc się nawet w najstraszniejszych, najobrzydliwszych momentach! :) Nie miało znaczenia czy jest to film o duchu, który będzie utrudniał życie nowym lokatorom pięknego, tajemniczego domu, czy o demonie, którego będą wypędzać setkami egzorcyzmów, czy o psychopatycznym mordercy, który będzie patroszył dziesiątki ofiar... Każdy z tych filmów miał u mnie szansę, jednak po pewnym czasie, trudno było mnie czymś zaskoczyć. Kiedy odkryłam "Oszukać przeznaczenie" byłam szczerze zachwycona pomysłem twórców, a jeszcze bardziej tym, że były już przygotowane na tacy dwie kolejne części... Teraz jest ich już 5!

Na czym polega fabuła pewnie większość z Was wie, ale dla pewności nieco przybliżę, na podstawie części pierwszej. Alex wybiera się z wycieczką szkolną na kilka dni do Paryża. Kiedy znajduje się już na pokładzie samolotu, ma przerażającą i niezwykle realistyczną wizję (lub sen), że tuż po starcie samolot zapali się i rozbije, a wszyscy pasażerowie, łącznie z nim, zginą. Przerażony chłopak wzbudza na pokładzie zamieszanie, zostaje z niego usunięty a wraz z nim samolot opuszcza kilka innych osób. Kilka chwil po starcie okazuje się, że wizja chłopaka sprawdziła się... Samolot staje w płomieniach. Kilkoro ocalałych nie może uwierzyć w swoje szczęście... Nie na długo. Niebawem szczęśliwcy zaczynają ginąć w tajemniczych okolicznościach... Czyżby śmierć i tak miała swój plan, którego nie zamierza zmieniać?

I tym samym schematem zbudowane są cztery kolejne części serii. Zmienia się jedynie miejsce wypadku, oraz bohaterowie. Część 1 dzieje się na pokładzie samolotu, część 2 na autostradzie, część 3 w wesołym miasteczku, 4 na stadionie rajdów samochodowych, natomiast 5 na moście pylonowym. W każdej części chodzi o to samo, w każdej części sens jest ten sam, w każdej części jeden z bohaterów ma wizję, ale nie oznacza to wcale, że jest nudno... Wcale nie, bo sposobów na śmierć jest przecież tysiące! A na tych, którym nie dane było zginąć w przeznaczonym dla nich wypadku, śmierć przygotowała coś specjalnego i czyha na nich w najmniej spodziewanym miejscu i momencie! U lekarza, u fryzjera, w windzie, na ulicy, w kinie,  w siłowni, w centrum handlowym, kawiarni i we własnym domu...

Chociaż oglądając już drugi film z tej serii, wiemy czego się spodziewać i jaki będzie ciąg dalszy wydarzeń, to jednak nie dane jest nam się nudzić. Schemat i pomysł filmu trzyma nas w napięciu przez cały seans. Wiemy, że ocalałe osoby zginą... nie wiemy jednak w jakiej kolejności i w jakich okolicznościach. A każde miejsce, w którym się pojawiają, idealnie się do tego nadaje. Twórcy filmu wiedząc o tym, z prawdziwym wyrachowaniem grają na naszych nerwach! Umiejętnie prowadzą akcję i stopniowo budują napięcie!  I to właśnie jest najlepsze! Niemal dwie godziny nieustannej grozy, dreszczyku emocji, niepewności i strachu... Każdy kto oglądał choć jedną część zrozumie, kiedy powiem, że już jedna kropla wody ściekająca po brzegu wanny, budzi grozę i niepokój...

Warto również zaznaczyć, że widowisko jakie nam tu przygotowano, budzi grozę, a sceny mrożą krew w żyłach! Nie jest to kino dla ludzi o słabym żołądku i słabych nerwach. Leje się krew, wypływają wnętrzności, wypadają oczy, słychać trzask łamanych kości... Silnik samochodowy rozłupuje czaszkę, noże przebijają na wylot, atlas do ćwiczeń miażdży mózg... a zwykły mały gwóźdź może stać się powodem prawdziwej tragedii! Jeśli nie lubisz horrorów i mocnych scen, ten film nie jest dla Ciebie... Zdecydowanie celem twórców jest wystraszyć widza, wzbudzić lęk, może czasem nawet obrzydzenie. I ten cel został osiągnięty pięciokrotnie i ja osobiście, nie mogę stwierdzić, żeby któraś część w znaczny sposób przebijała lub była znacznie gorsza od innej! Są podobne, na tak samo dobrym poziomie... bo sposobów na widowiskową śmierć jest mnóstwo!

Przyznaję, że chociaż zakończenie 5 części daje do zrozumienia, jakoby kolejnej części miało już nie być, to gdyby się jednak pojawiła, przyjęłabym ją z prawdziwą radością i entuzjazmem! Można by pomyśleć, że liczy się umiar i pięć części filmu bazującego na tym samym schemacie to już za dużo. Dla mnie jednak każdy z tych filmów to kilkadziesiąt minut przyjemnie spędzonego czasu! Nie jest to może kino najwyższych lotów, nie znajdziemy tam też największych gwiazd światowego formatu, zamiast głębokiego przesłania postawiono tu na wstrząsające, mocne sceny... a jednak i to kino może dać do myślenia! Nie wiesz ile czasu zostało Tobie... nie wiesz jaki plan został przygotowany... nie znasz swojego przeznaczenia... Skąd wiesz? a może i na Ciebie śmierć czeka tuż za rogiem?!


czwartek, 14 sierpnia 2014

Jak to się stało, że Pan Wołodyjowski napisał "Potop"...

Już sam tytuł tego posta nam, molom książkowym, wydaje się być totalnym nieporozumieniem i absurdem. Prawda? Zapewne każdy z nas, bez względu na to, czy z języka polskiego miał piątki czy trójki, nawet wyrwany z głębokiego snu potrafiłby podać skład trylogii i nazwisko autora epopei narodowej. Uwierzycie, że niektórzy nawet w stanie świadomym, nie potrafią odpowiedzieć na te pytania?! Tak, mnie też wydawało się to niewiarygodne... Do czasu...

Do stworzenia tego postu przyczyniła się moja znajoma z pracy... i chociaż nie twierdzę wcale, że ja jestem alfą i omegą z języka polskiego, ponieważ zdarza mi się postawić przecinek w nieodpowiednim miejscu i strzelić rażącego byka ortograficznego, to jednak informacje podstawowe i najważniejsze udało mi się opanować! :) Naiwnie myślałam, że to normalne. Nic nadzwyczajnego. A jednak...

Przejdźmy więc do rzeczy i już tłumaczę, co mnie tak wzburzyło. Otóż w pracy bardzo często, aby weselej i przyjemniej nam się pracowało, organizujemy sobie quizy i zagadki :) Pewnego dnia padło na koleżankę (dla jej dobra niech pozostanie anonimowa :P ) i skierowaliśmy w jej stronę jedno proste pytanie z dziedziny języka polskiego. To co usłyszeliśmy powaliło nas wszystkich na plecy... i nie byłoby może jeszcze tak szokujące, gdyby owa koleżanka, nie chwaliła się uprzednio, że była dobrą uczennicą w szkole z rozszerzonym językiem polskim i historią... UWAGA... usiądźcie...

- Kto napisał "Potop"? 
-... yyy... Pan Wołodyjowski...?

Taaaak... Tego dnia zadaliśmy jej tylko to jedno pytanie, ponieważ każdy z nas miał dość... nikt już nie chciał więcej. Najpierw byliśmy w szoku, potem zaczęliśmy się śmiać. Koleżanka natomiast nadal upierała się, że była jedną z najlepszych uczennic! Jakiś czas później postanowiłam dać jej kolejną "szansę"... i oto wyniki kolejnego quizu:

- Kto napisał "Lalkę"?
- No Sienkiewicz! przecież to trylogia! 
- ... <padłam>

*****

- dobra, masz drugą szansę - co wchodzi w skład trylogii?!
- "Ogniem i mieczem", "Potop" i ... yyy ... 
-...???
- "W pustyni i w puszczy" to nie...
ale mam to na końcu języka..."Krzyżacy"!

( no przecież nie "Pan Wołodyjowski", skoro to on "Potop" napisał :P )
- ... 
- i dlatego nazywa się to trylogia, bo każda z tych książek składa się z 3 części!

*****

- Kto napisał "Nad Niemnem"?
- Miłosz?!
-  ... ?!?
- wiem, Maria Orzeszkówna!

*****

- Kto napisał "Zbrodnię i karę" ?
- Ten sam co "Ferdydurke". Fredro?!
- Ty się mnie pytasz prymusko?
- a nie. Nałkowski. był taki autor.
- Zofia Nałkowska była...
- pomyliłam z Gombrowiczem!
- Brawo! rzeczywiście on napisał "Ferdydurke"!
- no i "Zbrodnię i karę".
- Dostojewski! cholera! D O S T O J E W S K I ! ! !
- no wiem, Ferdynand... 

Tu wymiękłam. I wiecie? Sama nie wiem, co o tym myśleć... oj zabolało! :) Nie wiem, czy trzeba się tu śmiać, czy płakać? Zastanawiam się czyja to wina!? Czy koleżanka po prostu była nieukiem? Czy to nauczyciele zawiedli? I jak do cholery to dziewczę zdało maturę? Jak ona skończyła tę szkołę z rozszerzonym polskim?! No jak?!?! I najbardziej przeraża mnie myśl, że takich prymusów jest więcej... Potrafię zrozumieć, że może rzeczywiście nie wszyscy byli z polskiego orłami! Nie wszystkim te lektury, nazwiska przychodzą z łatwością. Może się to pomieszać, można zapomnieć... w końcu, nawet ja maturę zdałam już 11 lat temu... ale żeby nie znać takich podstawowych wiadomości?! Nie, to mi się w głowie nie mieści. Przychodzi mi w tym momencie na myśl tylko jedno zdanie - "Milczenie jest złotem..."

wtorek, 12 sierpnia 2014

"Dlaczego mężczyźni kochają zołzy" - Sherry Argov

Gatunek: PORADNIK
Rok wydania: 2009
Ilość stron: 225
Oprawa: miękka 

Tłumaczenie: Urszula Szczepańska
Wydawnictwo: G+J 



Rzadko czytam poradniki, a jeśli już się zdarza to raczej na temat finansów i zdrowia, do poradników sercowych natomiast zawsze podchodziłam z wielkim dystansem i przymrużeniem oka... Jednak ta książka bardzo mnie zaciekawiła i muszę przyznać, że znalazłam w niej wiele przydatnych informacji! Jednak co ważne i warte zapamiętania, Tytułowa zołza, nie ma nic wspólnego z wredną babą, ani typowym wyobrażeniem, jakim zołza wydaje nam się być. Autorka określa tak kobietę pewną siebie, konkretną, zdecydowaną, znającą swoją wartość, lecz miłą, uprzejmą i kulturalną. Kobietę o jakiej marzą wszyscy mężczyźni... 

Najczęściej bywa tak, że zakochana kobieta najchętniej od razu uchyliłaby nieba wybrankowi swojego serca. Stara się jak może, by spełnić jego zachcianki. Jeśli "Misio" jest głodny zaprosi go na wystawną kolację przy świecach, podając mu wykwintny posiłek z dwóch dań, który gotowała dla niego całe popołudnie. Kiedy "Misio" zaprosi ja na randkę, zawsze znajdzie dla niego czas. Odwoła wizytę u fryzjera, przełoży spotkanie z przyjaciółkami i pobiegnie... Albo co gorsza, zanim przyjmie zaproszenie na sobotni babski wieczór, zadzwoni najpierw do "Misia" zapytać, czy nie zaplanował wspólnego wieczoru... Ponadto zrezygnuje ze swoich pasji, zmarnuje karnet na basen i siłownię, zrezygnuje z lekcji tańca, by móc jak najwięcej czasu poświęcić na spotkania z "Misiem". Ona chce dobrze. nie zdaje jednak sobie sprawy z tego, że jest to najlepszy przepis na sercową katastrofę...

Kobietom, zwykle wydaje się to normalne, ze skoro jesteśmy zakochane powinnyśmy to okazać. Wydaje nam się, że nasz mężczyzna doceni nasze wysiłki i starania. Wydaje nam się, że powinniśmy spędzać razem jak najwięcej wolnego czasu. Nic bardziej mylnego! Pani Argov rozwiewa wszelkie wątpliwości. Po przeprowadzeniu ankiet, rozmów i wywiadów z setkami mężczyzn, zdradza w swojej książce niezawodne sposoby na zdobycie zainteresowania mężczyzny. Pani Argov wytyka najczęściej popełniane przez kobiety błędy i podpowiada jak je naprawić... a przede wszystkim jak ich więcej nie popełnić. I z niebywałą dumą przyznaję, że po zapoznaniu się z tą pozycją, upewniłam się tylko, co do sensu słów, które od dziecka powtarzała mi babcia i mama... 
"Nigdy nie biegaj za facetem! 
Nie podawaj mu się na srebrnej tacy! 
Nic mu nigdy nie ułatwiaj! 
Jeśli mężczyźnie na Tobie zależy, będzie wiedział jak Cię znaleźć i 
znajdzie sposób, żeby do Ciebie dotrzeć!" 

Te słowa bardzo wryły mi się w pamięć i zawsze starałam się do nich stosować. Koleżanki nie raz twierdziły, że to zgrywanie królewny wcale nie będzie mi się opłacać, a mój mąż do tej pory mi wypomina, że na początku naszej znajomości on się starał, pisał, dzwonił i przyjeżdżał a ja długo się nie angażowałam i podchodziłam z dystansem... Jednak jak widać, nie zrezygnował :) Mogę więc z własnego doświadczenia powiedzieć, że to co pisze autorka w tej książce ma sens. Być może jestem staroświecka, ale uczono mnie, że to mężczyzna ma zdobywać kobietę! To on powinien dzwonić, starać się, zabiegać o spotkanie... Kobieta natomiast powinna mieć klasę i kazać się zdobywać. Ponad wszystko cenić siebie i swój czas. Jeśli mężczyźnie naprawdę zależy to poczeka...

Każdy mężczyzna bez wyjątku ma naturę wojownika i zdobywcy! Każdy mężczyzna lubi rywalizację. Każdy lubi zdobywać, starać się... i kiedy zdobędzie coś, co kosztowało go wiele wysiłku będzie tę zdobycz szanował! A jaką wartość ma coś, co przyszło szybko i łatwo? Niewielką, więc niebawem zacznie się rozglądać za nową dawką emocji. Kobiety tego nie rozumieją, lub po prostu o tym zapominają, ponieważ większość już od samego początku popełnia najpopularniejsze błędy. Oczywiście nikt nie każe ci być wredną, niemiłą, opryskliwą królewną, która nie docenia wysiłków faceta. Pokaż, że widzisz jego starania i doceniasz, ale nie oplataj mężczyzny jak bluszcz, bo nawet jeśli będziesz nieziemsko piękna i czarująca, naturalną reakcją faceta będzie, chęć uwolnienia się! Daj mu się zdobywać i znajdź zdrowe granice. Zachowaj swoją indywidualność, prowadź dalej swoje życie, umawiaj się z przyjaciółkami, chodź na siłownię, dbaj o swoje hobby... po prostu w wolnej chwili znajdź czas też dla niego! 

Nie czytam wiele takich poradników, ale akurat ten uważam za warty uwagi! Uważam, że zdecydowana większość kobiet powinna po niego sięgnąć choć raz! A najlepiej dwa... i to z notatnikiem! Czasy się zmieniły, dzisiejsze młode kobiety wyznają równouprawnienie, gazetki i głupkowate reality show, wbijają im do głów, że mają brać sprawy we własne ręce i jeśli podoba im się facet, mają go zdobywać! Dla mnie to totalna bzdura i niestety uważam, że w sprawach damsko-męskich świat poszedł w złym kierunku! Natura zaprojektowała nas inaczej! Pozwól mężczyźnie pozostać mężczyzną, a ty ceń i pielęgnuj swoją kobiecość... zyskasz na tym, a on będzie ci naprawdę wdzięczny! 

"Nie zrozum mnie źle: bezwarunkowa miłość to piękna rzecz. 
Ale dopiero po tym, jak twoje warunki zostaną spełnione!"

"Kiedy ludzie pokazują ci, kim są, wierz im... 
za pierwszym razem."
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...