czwartek, 7 września 2017

"Wielbiciel" - Charlotte Link


Gatunek: THRILLER
Oryginalny tytuł: Der Verehrer
Rok wydania: 2013
Ilość stron: 424
Oprawa: miękka
Tłumaczenie: Daria Kuczyńska- Szymala
Wydawnictwo: SONIA DRAGA

Leona ma ostatnio pecha. Najpierw staje się świadkiem samobójstwa, kiedy to na chodnik kilka kroków przed nią, upada młoda kobieta, która wyskoczyła z okna swojego mieszkania. A niedługo potem po wielu latach wspólnego życia, jej mąż Wolfgang, oświadcza, że odchodzi gdyż zakochał się w innej kobiecie. Pech. Załamana Leona, żeby nie myśleć natarczywie o mężu i jej rozpadającym się właśnie małżeństwie, angażuje się w sprawę samobójczyni Evy i tam poznaje Roberta, szalenie przystojnego brata ofiary. Leona i Robert stają się parą, ich romans nie trwa jednak długo, gdyż okazuje się, że Robert jest piekielnie zazdrosnym i zaborczym partnerem... 
W tym samym czasie w lesie, nieopodal niewielkiej miejscowości, odnalezione zostają okrutnie zmasakrowane zwłoki młodej kobiety. Ofiarą była Anna, która odeszła z rodzinnej wsi przed sześcioma laty, zostawiając chorego ojca i młodszą siostrę, marząc o podróży do Ameryki Południowej. Jak to się stało, że jej ciało zostaje odnalezione kilka lat później, zaledwie kilka kilometrów od domu?!

Było to moje drugie spotkanie z panią Link. Pierwsza jej powieść "Gra cieni", którą miałam okazję przeczytać zrobiła na mnie tak ogromne wrażenie, że od razu zapragnęłam poznać resztę tytułów z jej dorobku. Teraz przyszła kolej na "Wielbiciela". Książkę wydaną już kilka lat temu, która zebrała mnóstwo pozytywnych opinii na blogach i portalach czytelniczych. Czy zrobiła na mnie tak wielkie wrażenie jak ta, którą poznałam podczas pierwszego spotkania? No nie do końca...

Niestety "Wielbiciel" nie wywarł na mnie aż takiego wrażenia jak "Gra cieni", jednak nie oznacza to wcale, że ta historia mi się nie podobała. Wręcz przeciwnie. Czytało mi się bardzo przyjemnie, bardzo szybko i czułam się niesamowicie zaintrygowana fabułą, ale przekonałam się jednocześnie, że pani Link pisze dość nierównomiernie i zdecydowanie nie można jej zamknąć do jednej szufladki, gdyż będzie się ona próbowała z niej wydostać za wszelką cenę. Jednego natomiast odmówić jej nie możemy, a mianowicie buduje ona doskonałą atmosferę powieści i utrzymuje odpowiedni klimat, bez względu na to, z jaką historią mamy do czynienia. Ponadto pochwalić muszę również płynny i prosty styl, jakim się autorka posługuje, co sprawia że czyta się naprawdę szybko, przyjemnie i ciężko odłożyć nieskończoną książkę na półkę. Tak, historia wciąga, czyta się ją z przyjemnością, jednak jest ona do bólu przewidywalna. A przynajmniej dla miłośnika gatunku, który już z niejednego pieca chleb jadł i spod niejednego pióra czytał ;) 

Akcja rozkręca się dość powoli. Na początku od razu mamy wielkie bum! Znaleziono zwłoki młodej kobiety, druga rzuca się z okna i umiera pod samymi stopami głównej bohaterki, a niewierny mąż już w jednym z pierwszych rozdziałów, pakuje manatki i zbiera się do kochanki. Zaraz potem pojawia się tytułowy wielbiciel, Robert Jablonski (tak, bez polskich znaków, bo to ponoć rodowity Niemiec!) a czytelnik jest już tak zainteresowany i wciągnięty w wir wydarzeń, że z zapałem przerzuca kartki na lewą stronę. Ale cóż to... ? Akcja powieści zwalnia. I to bardzo. Zaczyna wlec się niczym ślimak, a po dreszczyku emocji zostają tylko miłe, acz zamglone wspomnienia. Thriller poszedł w las, razem z ciałem zmasakrowanej dziewczyny, stoi gdzieś przywiązany do drzewa, a z nami zostaje powieść obyczajowa, może nawet z małym elementem romansu. 

Are you kidding me?!?! - chciałoby się rzucić autorce w twarz. Ona jednak nic sobie z tego nie robi i długo, długo nic się nie dzieje i zamiast szalonej akcji mamy rozterki porzuconej kobiety, która przedstawia nam całą swoją rodzinę składającą się z kilku pokoleń. Musimy poznać jej wszystkie siostry, rodziców i szwagrów... zarówno tych złotych, jak i tych nierobów, darmozjadów. Zaraz po nich upośledzoną siostrzenicę, stryjka, stryjenkę, chomika, papużkę, 8 kotów i 3 psy... Tak. Prócz sagi rodzinnej, mamy obok nieśmiały romans. Pojawia się nowy luby, wino, randki, seksy... i idylla pierwszego miesiąca związku, całe te "na zawsze razem, bla bla bla..." a zaraz potem wielkie "J E B!", huczne zerwanie, bo nowy partner jednak ma wady. Olaboga! Nie wytrzymam! Długo tak jeszcze? A no kawałek... bo jakieś 180 stron. 

Link zafundowała nam kawałek obyczajówki, ale wiecie co? Choć wewnątrz szalałam i usilnie domagałam się krwi, gęsiej skórki i psychopaty, którego ogarnia żądza mordu, by ta żądza zaraz nie ogarnęła mnie, to... muszę przyznać, że czytało mi się bardzo dobrze! No kto by pomyślał?! Choć akcja nie pędziła na łeb na szyję, na złamanie karku, ani niczego innego, to jednak czytałam z przyjemnością i ani przez chwilę nie przeszło mi przez myśl, żeby tę książkę odłożyć! Byłam dzielna, a cierpliwość ma została sowicie nagrodzona, gdyż niedługo potem miałam psychopatę :) A jak jest psychopata, to wtedy to już z górki... :P

I było z górki! potem już było dość ciekawie, akcja przyspieszyła, był dreszczyk emocji, były chwile grozy, ale jak już wspomniałam, fabuła jest przewidywalna. To nieco odbierało przyjemność czytania, odebrało też element zaskoczenia w finale. Kapcie z nóg mi nie spadły, w fotel również mnie z wrażenia nie wbiło, gdyż tego właśnie się spodziewałam, tego oczekiwałam i na taki finał byłam przygotowana. Więc szczególnie wielkich emocji ta książka we mnie nie wzbudziła, ale czytało się przyjemnie i przynajmniej coś się działo. Po wcześniej przeczytanej "Bad Mommy" była to miła odskocznia. Ale Robert niczym mnie nie urzekł :) był klasycznym psychopatą wielbicielem i jego zachowanie w niczym nie odbiegało od zachowań kolegów z innych podobnych historii :) Nie wykazał się chłopak niczym szczególnym, ani niczym oryginalnym, a tak się chłopak starał...

Jest jeszcze coś o czym chciałabym wspomnieć, gdyż jestem na tym punkcie nieco wyczulona. A mianowicie dotyczy to wydania książki. Jeśli chodzi o stronę estetyczną nie mam nic do zarzucenia. Przyciągająca, tajemnicza okładka cieszyła me oko, ale błędy jakie znalazłam w tekście są dla mnie rzeczą ...niesmaczną, że się tak wyrażę. Rozumiem, że korektą zajmują się tylko ludzie, którzy popełniają błędy, ale skoro czyjaś praca polega właśnie na poprawianiu tych błędów u innych ludzi i ktoś ponosi za to odpowiedzialność, za to otrzymuje wynagrodzenie, to miło by było gdyby jednak przyłożył się do swojej pracy. Nie mówię tu na szczęście o rażących w oczy, bykach ortograficznych, które wołałyby o pomstę do nieba, ale o zwykłych literówkach, a raczej ...właśnie tych literek braku ;) niby nic ale, no właśnie, ktoś przecież ten tekst redagował, ktoś inny jeszcze podjął się korekty i tych błędów nie powinno tu być. A już tym bardziej, że w książce widnieje informacja, że za korektę odpowiedzialne były dwie osoby! Wstyd...


Podsumowując, była to książka dobra, choć nieco przewidywalna. Psychopata był psychopatą, był dreszczyk emocji, było ciekawie i intrygująco. Czytało się szybko i przyjemnie, choć w pierwszej połowie książki niewiele się działo. Może nawet za mało. Miałam również wrażenie, że autorka nieco pogubiła się w swoim pomyśle, gdyż ostatnie słowa samobójczyni wypowiedziane do Leony, wydawały mi się dość znaczące i spodziewałam się kontynuacji tego wątku. Jakiegoś tropu, który wskazywałby, że to nie było samobójstwo... jednak nic więcej na ten temat w książce nie znalazłam. Cóż, najwyraźniej samobójczyni popełniła samobójstwo... :) :) :) A szkoda, gdyż mogło być ciekawie. Pierwsza połowa historii była spokojna, lecz w drugiej części autorka nam to wynagrodziła. Akcja ruszyła z kopyta i trzymała w napięciu do samego końca. Świetnie bawiłam się przy tej historii, mimo że nie pobiła ona mojego pierwszego spotkania z autorką, ale czeka już na mnie kolejne 6 tytułów z dorobku pani Link... i sięgnę po nie z wielką przyjemnością, gdyż wiem, że nie będę się nudzić :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Każdy komentarz jest na wagę złota... :) Dziękuję!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...