czwartek, 4 stycznia 2018

Girl you know it's true... Sorry, I lied you! - zespół Milli Vanilli, największa mistyfikacja wszech czasów!


Kto nie zna piosenki "Girl you know it's true" (u u uhh I love you)? :) Ja znam i bardzo lubię! Do tej pory często zdarza mi się jej słuchać, choć muszę przyznać, że nigdy nie przywiązywałam większej uwagi do zespołu, który ją wykonuje. Wiedziałam tylko, że to dwóch młodych chłopaków. Jeden biało-czarny, drugi czarniejszy ;) "Ot, odnieśli sukces 30 lat temu, teraz już są dziadkami i świat o nich zapomniał... zostawili tylko po sobie kilka fajnych piosenek" - myślałam... i nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo się mylę! Ok, nie oszukujmy się. To nie były moje czasy. Milli Vanilli byli na topie, kiedy ja miałam zaledwie 3-4 latka i moim światem był Miś Uszatek, Kot Filemon, Fasolki i Puszek Okruszek, śpiewany przez Natalię Kukulską, w okularkach jak denka od słoika... a tragedią życiową była relacja obrad sejmu zamiast dobranocki. Do tej piosenki natomiast mam jakiś sentyment i doskonale ją pamiętam z dzieciństwa, gdyż słuchała jej moja 27-letnia wówczas mama. Nie śledziłam oczywiście w tak wczesnym wieku wydarzeń muzycznych, losów zespołu, ani skandali, dlatego też afera Milli Vanilli przeszła koło mnie bez echa. Dowiedziałam się o niej dopiero teraz! Kiedy to moja znajoma, rówieśniczka mojej rodzicielki, wynalazła w internecie teledysk, w którym tańczy dwóch czarnych młodzieniaszków, z dżdżownicami na głowie i w obcisłych leginsach na dupach i wzięło ją na wspomnienia:

- Oo... Milli Vanilli! Uwielbiałam ich kiedyś! Wiesz, że ten jeden facet już nie żyje? 
Nie poradził sobie psychicznie, po tym jak wyszło na jaw, że zespół jest oszustwem...
- Co?! Oszustwem?! Ale, jak to!?
- To Ty nie wiedziałaś?! Okazało się, że ci dwaj tylko występują, a piosenki śpiewa zupełnie ktoś inny! 
Dostali nagrodę Grammy, ale im ją zabrali, jak to wszystko się wydało!
- ?!##%$&%&^*^&?!?!
- Kobieto gdzie ty żyjesz?! to była największa mistyfikacja wszech czasów!

I przyjrzałam im się bliżej. Nie odkryłam oczywiście raczej nic nowego, nic czego do tej pory nie byłoby o tej sprawie wiadomo, ale muszę przyznać, że ich historia niesamowicie mnie ruszyła, gdyż tak naprawdę, ta mistyfikacja wcale nie była potrzebna... był to głupi, szatański pomysł jednego, łasego na kasę człowieka, wykorzystujący naiwność młodych chłopaków, a w rezultacie rozsypała na kawałki życie kilku osobom. A jednej nawet doszczętnie.

"Girl you know it's true"...hmm... "na żywo" :D

JAK TO SIĘ ZACZĘŁO?
Wszystko zaczęło się od błyskotliwego pomysłu Franka Fariana, producenta i menadżera, któremu samemu nie udało się zaistnieć na scenie muzycznej, więc w końcu zabrał się za pomoc by zaistnieć mogli inni.  Już w latach 70 zasłynął on z małego oszustwa z zespołem Boney M, ale sprawa rozeszła się bez większego echa, więc Farian wpadł na kolejny świetny pomysł. W 1988 roku w głowie zaświtał mu pomysł na zespół, który byłby ukierunkowany głownie na koncertowo-taneczny show na scenie. Miał też kilku świetnie śpiewających artystów, problem w tym, że jednym słowem nie byli oni zbyt "wyględni" :) Nie byli oni ani zbyt przystojni, ani charyzmatyczni, nie umieli tańczyć, a na scenie skupiali się głównie na stronie wokalnej... No nie może być! Przecież nie tak Frank wymyślił sobie zespół Milli Vanilli do diaska! Co więc zrobił pan producent mądra głowa?! Znalazł w klubie tanecznym w Monachium dwóch młodych i przystojnych tancerzy, oraz modeli i zrealizował swój szatański plan. Zaproponował chłopakom udział w zespole, sławę, wywiady, kasę, podróże, kobiety i cholera wie, co jeszcze.. :P za to, że będą wychodzić na scenę i wykonywać nieskomplikowany układ taneczny polegający głównie na poruszaniu ustami w rytm słów z głośnika, trochę do kompletu ruszą tyłkami i ogólnie będą ...wyglądać :) Będą mieć ładne buzie, kolekcjonować rzucaną na scenę bieliznę fanek a śpiewaniem nie będą zawracać sobie głowy, będzie to za nich robił ktoś inny. No kto by się nie zgodził?! W ten właśnie sposób 23-letni Robert Pilatus (ur. 8.06.1965, syn Niemki i amerykańskiego żołnierza, lecz wychowany przez rodzinę adopcyjną) i 22-letni Fabrice Morvan (ur. 14.05.1966) niewiele chyba myśląc, stali się twarzami Milli Vanilli.

Robert Pilatus (po lewej), Fabrice Morvan (po prawej)


SPEKTAKULARNY SUKCES MILLI VANILLI...
No to chłopcy, zgodnie z umową, ubrali leginsy, zgrabnie zakręcili tyłkami, by zwiększyć pole rażenia i wytańczyli płytę "All or nothing", która sprzedała się w nakładzie 30.000.000 egzemplarzy. Płyta odniosła niebywały sukces i przyniosła zespołowi ogromną międzynarodową sławę. Przeboje zespołu nie schodziły z czołówek list. "Girl you know it's true", "Girl I'm gonna miss you", "Blame it on the rain", "Don't forget my number" śpiewali wszyscy, a miliony kobiet oszalało na punkcie uroczych "wokalistów".



PIERWSZE PLOTKI I PODEJRZENIA
Pierwsze kłopoty zaczęły się już w 1989 roku podczas koncertu w Bristolu. Podczas występu zacięła się płyta podczas odtwarzania piosenki "Girl you know it's true" i słowa "girl you know it's..." (bez kończącego słowa "true") powtarzały się w kółko... i cóż, możliwości były dwie - albo zacięła się płyta, albo chłopaki... :) Okazało się, że to jednak płyta i wyszło wtedy na jaw, że chłopaki śpiewają z playbacku. Publiczność nie zwróciła na nic uwagi, ale panowie po chwili uciekli ze sceny. Dziś nikt by się tym nie przejął, gdyż występy z playbacku są niestety dość powszechne i na porządku dziennym są też gwiazdki, które śpiewają tylko dzięki efektom dźwiękowym, by nie kaleczyć ludziom uszu... ale w tamtych latach to było nie do pomyślenia, bo ludzie chodzili na koncerty by posłuchać wykonów na żywo!

Oto fragmenty feralnego koncertu...

Ostatecznie tę wpadkę zespołowi wybaczono i zapomniano, ale niebawem niejaki Charles Shaw, bardzo rozgoryczony napisał podobno pokaźny list do nowojorskiej gazety "Newsday", w którym wyjawił, że Ci dwaj ładni panowie w leginsach, to tylko tańczący modele, którzy nigdy nie zaśpiewali żadnej piosenki, z uwielbianej przez wszystkich płyty, która bije rekordy popularności! Cóż, znudziło się Shawowi śpiewać za kulisami i patrzeć jak ktoś inny zbiera wyrazy uznania, które należą się jemu. Niedługo potem kolega jednak wycofał się z tego co powiedział, twierdząc, że był to tylko zabieg przed wydaniem nowej płyty. A tak nieoficjalnie dostał podobno 150.000$ "zadośćuczynienia" od Fariana, żeby kupił sobie coś ładnego na chandrę, nie wydziwiał i siedział cicho... w przerwach, kiedy nie śpiewa akurat dla Milli Vanilli, ma się rozumieć! :D


SKANDAL PRZEKREŚLAJĄCY KARIERĘ

Mimo tych doniesień zespół nominowano do nagrody Grammy... I w lutym 1990 nagrodę tę dostali! W kategorii Najlepszy Debiut. Zadedykowali ją "wszystkim artystom na świecie"...Jednak nie nacieszyli się nią długo, gdyż w połowie 1990 sam Frank Farian nie wytrzymał presji i wydał oficjalne oświadczenie, przyznając, że Robert i Fabrice nie brali udziału w nagraniu płyty "All or nothing", nigdy nie śpiewali żadnej z piosenek, a jedynie występowali w teledyskach i na koncertach. Wyjawił, że za wokalem stali wynajęci wokaliści studyjni, między innymi Brad Howell, John Davis i wspomniany wcześniej Charles Shaw. Te słowa wywołały burzę! Wybuchł skandal, a na odzew Narodowej Akademii Sztuki i Techniki Rejestracji, nie trzeba było długo czekać... Podjęto decyzję o cofnięciu Nagrody Grammy i do dziś zespół Milli Vanilli jest jedynym przypadkiem w historii, któremu Grammy została odebrana. Także sąd w Stanach Zjednoczonych wydał decyzję, że wszyscy, którzy kupili płytę Milli Vanilli na terenie ich kraju, mogą liczyć na zwrot pieniędzy.

Na zwołanej konferencji prasowej podczas zwrotu nagrody, Robert i Fabrice przyznali się do oszustwa i potwierdzili, że zespół od początku był mistyfikacją, całą winę zrzucając na producenta... I słusznie. Moim skromnym zdaniem, bardziej jestem w stanie zrozumieć młodych chłopaków i odpowiedzialnością obarczyć Fariana. Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że panowie dobrowolnie zgodzili się na udział w tym przedstawieniu (jak i cała masa innych osób pracujących z zespołem), lecz uważam, że Farian z premedytacją wykorzystał ich młodzieńczą naiwność, po prostu "sprzedali duszę diabłu", jak powiedział w wywiadzie sam Rob. Mieli niewiele ponad 20 lat, pracowali jako modele i tancerze w klubach, normalne, że chcieli być sławni... kto by nie chciał? Dostrzegli dla siebie szansę, zaufali oszustowi i nie zastanawiali się wtedy nad konsekwencjami. To Farian był oszustem, a oni jego ofiarami. On sterował karierą zespołu, oni nie mieli nic do gadania i podejrzewam, że nawet gdyby sami chcieli śpiewać, nigdy nie dostaliby na to jego zgody. A udowodnili, że sami również śpiewać potrafią i uważam, że po kilku lekcjach śpiewu dla Pilatusa (który, jak na ironię, występował wcześniej w chórkach zespołu Wind) sami mogliby przyjąć na swe klaty wokal i cała ta szopka nie byłaby potrzebna... bo wbrew pozorom byli to naprawdę utalentowani faceci! Tylko niestety trafili na oszusta z idiotyczną wizją i nie mieli szansy na uczciwy start...

PRÓBA REAKTYWACJI ZESPOŁU "THE REAL MILLI VANILLI"
W kolejnych latach próbowano wskrzesić zespół pod nową nazwą "The Real Milli Vanilli", co ja odbieram jako desperacki krok Fariana, próbującego chwytać się nazwy zespołu jak brzytwy... Myślał, że skoro zespół Milli Vanilli odniósł wcześniej taki sukces, to teraz bazując i używając sprawdzonej nazwy, znów wzbudzi zainteresowanie. Jednak tym razem tej hienie już nie przeszkadzało, że wokaliści, którzy w rzeczywistości stali już za wokalem starego zespołu, są mało przystojni, mało charyzmatyczni, nie umieją tańczyć i nie mają zgrabnych tyłków... Już nie potrzebował ani chłopaków, których zniszczył, ani nikogo innego, tylko zadowolił się tymi, którzy od dawna byli przez niego ukrywani za kulisami...
Ku mojemu zadowoleniu, zespół podstępnego producenta, już nie spotkał się z aprobatą publiczności i szybko zniknął ze sceny, choć przed występami chwytano się wszystkiego i przeprowadzano testy autentyczności na żywo. Wydali tylko jedną płytę w 1991 roku zatytułowaną "The Moment of Truth", która ukazała się tylko w Europie, Azji i Brazylii. Album tylko w Niemczech znalazł się w zestawieniu Top 20 na liście bestsellerów. Niedługo potem bez większego echa, zapomniany zespół zniknął ze sceny muzycznej.


CO SIĘ STAŁO Z PILATUSEM I MORVANEM?
Oni dwaj próbowali odzyskać zaufanie i stworzyli duet "Rob&Fab" i w 1992 roku wydali co prawda album pod tym samym tytułem, na którym już sami śpiewali, ale nic z tego nie wyszło, gdyż sprzedało się jedynie... 2.000 kopii. Nikt im już nie wierzył... Chłopaki zostali "ukamienowani" przez bezlitosną opinię publiczną i w show biznesie nie mieli już czego szukać, gdyż to oni uznani zostali za największych oszustów w całej tej aferze i skandalu.  Podobno w 1998 podjęto jeszcze jedną próbę wskrzeszenia zespołu Milli Vanilli, powstała nawet płyta "Back and in Attack" z ich wokalem, ale nigdy nie została wydana... a planowana trasa koncertowa nigdy się nie odbyła z tragicznych powodów. Po całej aferze Farian "tworzył" muzykę dalej. Między innymi w 1995 roku stworzył bardzo popularną grupę La Bouche ( znaną z przeboju "Sweet Dreams"), oraz grupę No Mercy (znaną głównie z utworu "Where do you go"), które odniosły spory sukces w drugiej połowie lat 90.

Po  ujawnieniu oszustwa Morvan dzielnie się trzymał, choć nie było mu łatwo, ale jak twierdzi od dawna był przygotowany na taki finał i zdawał sobie sprawę, że bajka kiedyś się skończy, dlatego też koniec kariery przyjął ze spokojem i pokorą. Jednak nie poddał się i przez następne lata, krok po kroku odbudowywał od nowa swój wizerunek... Śpiewa do dziś. I to bardzo dobrze śpiewa...


Fabrice Morvan na żywo... Prawdziwe żywo ;) 

Robert przeżył wszystko o wiele gorzej i znacznie odbiło się to na jego życiu. Załamał się. Nie mógł sobie poradzić psychicznie po porażce, bezlitosnych osądach publiki oraz hańbą, która okryła jego nazwisko. Popadł w depresję, podjął próbę samobójczą, uzależnił się od używek, zaczął nadużywać alkoholu i leków przeciwdepresyjnych. W 1996 zaczął rozrabiać i trafił na kilka miesięcy do więzienia za napaść i wandalizm. W finale całej historii 2 kwietnia 1998, 33-letniego wówczas Roberta znaleziono martwego we frankfurckim hotelu. Przyczyną śmierci było przedawkowanie alkoholu i leków. Ustalono jednak, że był to nieszczęśliwy wypadek, a nie samobójstwo...

Najbardziej jednak żal mi, że chłopak został zmieszany z błotem, zhańbiony i zginął za coś, co w późniejszych latach 90 było dość powszechnym zjawiskiem! Niewiele osób wie, że w takich popularnych wtedy zespołach jak m.in. Fun Factory, Real McCoy, Sqeezer, bądź E-Rotic (którego producentem również był Farian!) miała miejsce podobna sytuacja. gdyż okazało się, że oficjalna "wokalistka" występowała na koncertach i teledyskach, a inna podkładała głos... Czym to się różni?! Dlaczego fanom tych zespołów nie zaoferowano zwrotu pieniędzy za koncerty, czy zakup płyty? Dlaczego jednej osobie za takie oszustwo zniszczono życie, a inne nie poniosły z tego tytułu żadnych konsekwencji? Najgorsze jest jednak to, że młody mężczyzna przez to stracił życie, natomiast w dzisiejszych czasach takie praktyki widzimy już niemal wszędzie... Bo jakże dziś wygląda scena muzyczna, kiedy zamiast "artysty" śpiewa komputer?!







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Każdy komentarz jest na wagę złota... :) Dziękuję!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...