czwartek, 13 grudnia 2018

"W żywe oczy" - JP Delaney


GATUNEK: THRILLER PSYCHOLOGICZNY
Tytuł oryginalny: Belive me
Rok wydania: 2018
Ilość stron: 424
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Tłumaczenie: Anna Gralak
WYDAWNICTWO: OTWARTE
Dostępność: GANDALF


Claire Wright to młoda aktorka, która marzy o zrobieniu kariery w Nowym Jorku i zdobyciu Zielonej Karty. Dziewczyna po przyjeździe do Stanów, wynajmuje pokój u koleżanki na Manhattanie i zaczyna pracę w kancelarii detektywistycznej, jako "kobieta przynęta". Dzięki zdolnościom aktorskim uwodzi mężczyzn, by dostarczyć ich żonom dowody niewierności. Kiedy jedna z klientek biura zostaje zamordowana, głównym podejrzanym staje się jej małżonek. Claire dostaje propozycję współpracy z nowojorską policją. Jej zadaniem jest zbliżyć się do podejrzanego i uzyskać dowody świadczące o jego winie... za wykonanie tego niebezpiecznego zadania ma otrzymać Zieloną Kartę, by móc na stałe zostać w Ameryce. 

Jakiś czas temu miałam przyjemność zapoznać się z "Lokatorką", poprzednią powieścią autorstwa pana, ukrywającego się pod pseudonimem JP Delaney. Książka zrobiła na mnie ogromne wrażenie i niezwykle miło ją wspominam. Szybko i przyjemnie mi się ją czytało i bardzo mnie wciągnęła. Kiedy dowiedziałam się, że spod pióra Delaney wyszła kolejna pozycja, jej tytuł od razu trafił na moją listę lektur obowiązkowych, a kiedy tylko nadarzyła się okazja, by po nią sięgnąć, nie zwlekałam ani chwili.

Przyznaję, że "W żywe oczy", nie ustępuje w niczym "Lokatorce". Lekki styl autora, oraz prosty język, jakim się on posługuje i krótkie rozdziały sprawiają, że książkę czyta się naprawdę szybko. Jest ona bardzo przyjemna w odbiorze. JP Delaney oszczędza czytelnikowi długich opisów, oraz rozległych wstępów, co bardzo mnie cieszyło, gdyż nie lubię nadmiernej rozwiązłości, gdzie zwykle połowa tekstu nic nie wnosi do fabuły. Akcja rusza i intryguje już od pierwszych stron. Muszę przyznać, że autor bardzo umiejętnie prowadzi całą fabułę. Nie ma tu miejsca na nudę, gdyż tak naprawdę ciągle się coś dzieje, ale co ważne, czytając nie czuje się przesytu i przytłoczenia nadmiarem wydarzeń. Mamy tu misternie uknutą intrygę, kilka tropów i naprawdę ciężko jest tę zagadkę rozgryźć i rozwiązać. Autor bez żadnych skrupułów wodzi nas za nos, podsuwając nam co chwilę nowe fakty, nowe podejrzenia, nowe motywy. Przyznaję, że ja wielokrotnie dałam się zmylić. Choć niemal od początku miałam na myśli jakiś swój plan, swój trop, to jednak pan Delaney bez problemu potrafił zasiać we mnie spore wątpliwości. Zrobił to raz, drugi... aż w końcu się poddałam i zdałam się los... Co ma być, to będzie, pomyślałam... i było! Działo się, oj działo! ;)

Co mnie drażniło w tej powieści? Chyba tylko jedno... nie wiem, czy była to wina samego autora, czy tłumaczenia, ale słowa Nowy Jork, w Nowym Jorku, do Nowego Jorku... miałam wrażenie, że  nazwa miasta zalewała każdą kartkę! Szczerze mówiąc miło było czytać książkę, gdzie akcja toczy się w miejscu doskonale mi znanym... gdyż nazwy ulic, hoteli, barów były mi znane i mogłam automatycznie się w nich znaleźć, dzięki czemu moja wyobraźnia działa dwa razy lepiej, gdyż sama jeszcze niedawno bywałam w tych miejscach. Jednak częstotliwość występowania słowa Nowy Jork, pozwalała mi sądzić, że sam autor ma jakąś małą obsesję na punkcie tego miejsca ;) Jest to dla mnie zrozumiałe, gdyż naprawdę wierzę, że można się w tym mieście zakochać ogromną, bezwarunkową miłością, ale powtarzalność jego nazwy niemal na każdej stronie, już mnie samą zaczęło mocno irytować.

Zakończenie zwaliło mnie z nóg! W pełni zadowoliło i usatysfakcjonowało. Muszę przyznać, że w natłoku tropów i pomysłów, jakie na finał miałam, to co się stało mnie naprawdę zaskoczyło. Autor zrobił na mnie naprawdę spore wrażenie i chylę mu czoła, sama bym na coś takiego nie wpadła, choć wyobraźni mi nie brakuje ;) Był to naprawdę dobry thriller psychologiczny, który potrafił przyprawić o dreszczyk emocji. Tak naprawdę od początku do końca, nie wiadomo było kto tu jest winny... Nie wiadomo było gdzie tu znaleźć punkt zaczepienia, gdyż zaraz po złapaniu się jakiegoś tropu, autor dawał nam pstryczka w nos i wystawiał figę z makiem ;) Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko gorąco polecić tę książkę! Gwarantuję, że nie będzie się nudzić. Jest to idealna lektura na zimowe wieczory, zwłaszcza dla miłośników dobrych thrillerów. Nie będzie zawiedzeni.

Książkę "W żywe oczy" (TUTAJ
przeczytałam dzięki uprzejmości Księgarni internetowej GANDALF
Serdecznie dziękuję!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Każdy komentarz jest na wagę złota... :) Dziękuję!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...