wtorek, 3 lutego 2015

"Ja jestem szczupła, a Ty masz faceta!" - czyli dlaczego ona ma to, czego ja nie mam?! :)


Od dawna wiadomo, że kobiety w życiu łatwo nie mają... :) My kobiety, uwielbiamy komplikować sobie życie! Bez problemów żyć nie możemy, a jeśli jest zbyt pięknie i nie ma na co narzekać, w mgnieniu oka same sobie jakiś problem stworzymy... :) Bo kto to pomyślał, żeby kochać i ubóstwiać swoje gęste i kręcone włosy, kiedy to właśnie proste są tak eleganckie i wspaniałe!? Całkowicie normalne też jest, że jeśli jesteśmy bardzo szczupłe, to chciałybyśmy mieć sexowne krągłości tu i ówdzie... :) a jeśli te wymarzone krągłości mamy, to przecież dałybyśmy wszystko za tę talię osy i rozmiar spodni XS! :) Często z zazdrością spoglądamy w stronę koleżanek, bo Kaśka ma fajniejsze włosy, Olka sukienkę, a Anka to już w ogóle! - figurę o jakiej marzymy! Takie już jesteśmy. Tak właśnie jest między nami kobietami... Ale, ale... właśnie! Dlaczego to wszystko jest takie niesprawiedliwe?!

Ciężko nam jest się pogodzić z życiem takim, jakie ono jest... Zawsze czegoś nam brakuje, zawsze czegoś mamy za dużo i zawsze znajdzie się coś, co jest nie takie, jakie chciałybyśmy mieć. Każda z nas poszukuje i potrzebuje czegoś innego (zwykle dokładnie tego, czego nie mamy! :) Ile kobiet, tyle zachcianek, gustów i guścików. Ale czy nie macie czasem wrażenia, że los jest nieco złośliwy?! I zamiast pomagać nam i spełniać nasze marzenia, robi nam pod górkę!? Ty masz to czego pragnie koleżanka, ona ma to, za co Ty oddałabyś wszystko.. czy to nie jest złośliwe?! Rozglądam się wśród koleżanek i znajomych... Widzę co się dzieje w gronie moich przyjaciółek (o których już kiedyś pisałam tutaj :) i stwierdzam, że my kobiety naprawdę łatwo nie mamy...

Od kiedy pamiętam Anka zawsze była szczupła. Mała, filigranowa chudzinka, która nawet po ciąży zaszczyca wagę swoimi spasionymi 48kg... Już kiedy ją poznałam rozmiar XS ewentualnie S, gościł w jej szafie. Jednak sukienek w niej brak, z powodu kompleksów - "Mam krzywe kościste nogi! Jak mam się pokazać ludziom w sukience?!". Nie ważne, że koleżanki spoglądają z zazdrością. Nie ważne, że połowa dałaby się pociąć za taką figurę! Anka ma kompleks. I jak twierdzi nad jej rodziną ciąży jakieś fatum, bo nie ma też szczęścia w miłości... Mężczyźni, których poznaje, okazują się niedojrzałymi, dziecinnymi chłopcami, którzy zamiast kobiety, nadal potrzebują mamusinej spódnicy. Nawet wieloletni narzeczony, który miał być tym jedynym, miał w życiu jednak inne priorytety...

Kasia natomiast na siłowni wylewa siódme poty. Wcale nie jest otyła.. ma jedynie kobiece krągłości, ale wystające ze spodni boczki doprowadzają ją do szału! Męczy się więc na siłowni, walczy o szczupłą sylwetkę, ale ma coś, czego nie potrafi wyjaśnić nikt... Gdzie się nie pojawi, wokół niej zawsze znajdzie się adorator... albo dwóch :) Poszła kiedyś z koleżankami do klubu... na chwilę, bo za takimi miejscami nie przepada - kiedy z parkietu do stolika wróciły koleżanki - nie miały gdzie usiąść! Wokół Kaśki siedziało grono panów... Kiedy poszła na szkolenie biznesowe, wróciła z zaproszeniem na kolację... Kiedy na portalu społecznościowym odnalazł ją stary kumpel ... wyznał, że zawsze się w niej kochał! a kiedy poszła na trening, już pierwszego dnia jeden z panów, poświęcał jej znacznie więcej czasu niż powinien... :) Jak to się dzieje?! Kaśka tego nie szuka! Nie podrywa ich, nie kokietuje. Po prostu tak się dzieje, panowie lgną do niej i sama nie wie dlaczego?! Właśnie... czy oni w ogóle widzą te jej okropne boczki?! :) 

Jednej z pań świat kręci się wokół siłowni, treningów, diety i ...boczków. Póki nie osiągnie wymarzonej sylwetki, nie zazna spokoju ducha, wmawiając sobie, że tylko odpowiednia wartość cyferek na wadze da jej w końcu pełnię szczęścia. Druga choć na co dzień zachowuje uśmiech na twarzy, czasem siedząc wieczorem sama, podpierając ręką policzek, zerka w sufit i myśli... Myśli, że przydałaby się w jej mieszkaniu jeszcze jedna szczoteczka do zębów w łazience, jeszcze jedna półka z ubraniami, jeszcze jedna para butów przy drzwiach, i jeszcze jedna szuflada z bielizną... męską bielizną. I on. Ten jedyny, który ma głowę na karku, silne ramiona, w które można się wtulić i serce pełne miłości, które będzie należało tylko do niej... I żadna z nich nie zdaje sobie sprawy z jednego - że skupiają się nie na tym, na czym powinny!

Anka jest piękna! Kiedy założy sukienkę, szpilki i przyozdobi twarz w promienny uśmiech, mężczyźni dostają niemal skrętu szyi, kiedy wchodzi do pokoju! Powinna więc eksponować swą kobiecość. Bo być może już jutro, ON stanie na przeciwko niej... a po rodzinnym fatum nie pozostanie ani śladu! A Kaśka przecież podoba się mężczyznom taka jaka jest! Żaden z nich nigdy nie zaprosił jej na kawę słowami "Spotkajmy się za miesiąc, bo zakładam że będziesz wtedy ważyła 10 kg mniej..." :D Ona ma w sobie to coś, już teraz! Dlaczego więc widzą tylko to czego im brak, a nie to co mają?! Kobiety! O co nam chodzi?! :) Dlaczego prawie wszystkie cierpimy na tą samą przypadłość?! Dlaczego zazdrościsz Ewce kręconych włosów, skoro Twoje są piękne, zdrowe i Twoi przyjaciele uwielbiają Cię taką, jaka jesteś? Dlaczego zazdrościsz Monice figury, skoro Twój facet i tak kocha Cię, chociaż masz nadprogramowe kilogramy!? Dlaczego zawsze wyolbrzymiasz swoje wady, a bagatelizujesz zalety!? Przecież jesteś wspaniała! Dokładnie taka, dokładnie teraz i znajdujesz się w dokładnie takim miejscu w swoim życiu, w jakim powinnaś! Zatrzymaj się na chwilę, usiądź i pomyśl... Jesteś piękna! Ty też na pewno masz coś, czego zazdrości Ci Kaśka, Anka i Monika... :)

 


9 komentarzy:

  1. Bez względu na wagę, kolor włosów czy wszystkie inne typowo babskie kompleksy, najważniejsze jest akceptować siebie i czuć się ze sobą dobrze. Wtedy żądne diety ani inne tego typu sprawy nie są potrzebne. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Powiem tak, od dziecka wyróżniałam się ważąc więcej niż powinnam. Całe życie nienawidziłam siebie z tego powodu, nienawidzili mnie znajomi, rodzina, mogłabym wymieniać w nieskończoność. Katowałam się dietami, godzinami na siłowni i nic. Moja depresja tylko się pogłębiała, przed wyjazdem za granicę, czyli w czerwcu ubiegłego roku, tak "dla jaj" poszłam do psychiatry, okazało się, że cierpię na ostrą depresję, dostałam antydepresanty, ale nie pomagały. Byłam tak cholernie nieszczęśliwa, że ciężko mi to opisać, absolutnie nic mnie nie cieszyło, nie chciało mi się nawet płakać, nie czułam zupełnie nic, za to bardzo chciałam zniknąć. Po prostu zniknąć, tak żeby wszyscy o mnie zapomnieli. Teraz wciąż daleko mi do idealnego zdrowia psychicznego, ale wszystko jest całkiem inaczej. Uderzyłam pięścią w stół, dotarło do mnie, że przecież nie mogę żyć, nienawidząc siebie. Postanowiłam siebie pokochać, mówić to sobie co dzień, uśmiechać się do lustra, patrzeć sobie w oczy i mówić, jaka jestem silna. Z początku nie działało, ale postanowiłam wdrożyć w życie zasadę "fake it til you make it" i muszę powiedzieć, że działa. Co prawda jem zdrowiej i ćwiczę, ale nie po to, żeby schudnąć, tylko żeby czuć się lepiej, a co najważniejsze - mam na to chęci. Pomogło mi też słuchanie ludzi, którzy promują tzw. "body positivity" (dużo siedzę w angielskojęzycznych mediach i nie mam pojęcia, czy jest jakiś polski odpowiednik). Moja pewność siebie poszybowała w górę BARDZO szybko i widzę, że inni też to widzą. Moi rodzice to widzą, znajomi to widzą, obce osoby na ulicy to widzą. Naprawdę nie jest ważne to jak wyglądamy, ale to jak się ze sobą czujemy. Jeśli jesteśmy nastawieni pozytywnie, świat będzie nas postrzegał właśnie w taki sposób, a hejterzy mogą sobie swoje odzywki wsadzić tam, gdzie słońce nie dochodzi, bo koniec końców, to nie oni przeżyją za mnie moje życie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękne słowa. Ja też trochę tych krągłości mam, kiedyś miałam ogromny kompleks. Dzisiaj też ćwiczę, ale to chyba dla rozładowania emocji. Zawsze na imprezach to wokół mnie się wszyscy kręcili, a koleżanki chociaż ładniejsze stały same. Wtedy zaczęłam siebie akceptować taką jaką jestem. Okazało się, że wszyscy mi strasznie zazdroszczą, żyją moim życiem. To chyba nauczyło mnie, że coś w sobie mam skoro inni chcieli by tego samego :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Prawda, jako kobieta nigdy nie będę do końca spełniona, pod żadnym względem.

    OdpowiedzUsuń
  5. Często powodów braku akceptacji siebie trzeba szukać w dzieciństwie i relacjach z rodzicami.

    OdpowiedzUsuń
  6. Przez kilka lat byłam gnojona przez swój wygląd. Dalej mam lekką nadwagę, ale staram się o tym nie myśleć więcej niż powinnam i przyjmować okazje, typu nowe znajomości. Bo może ludzi przyciągnęło coś innego, niż moje boczki, z których mogliby się nabijać.

    OdpowiedzUsuń
  7. Też myślę, że najważniejsze by zaakceptować siebie, chociaż nie jest to łatwe.

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetny post, od razu podnosi na duchu. :)

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz jest na wagę złota... :) Dziękuję!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...