czwartek, 28 sierpnia 2014

Czas na zmiany... zmiany na lepsze? :)

*zdjęcie zaczerpnięte z internetu*
Moi Drodzy...
Zmieniamy się... Dorastamy. Uczymy się całe życie. I czasem nadchodzi czas, kiedy trzeba coś zmienić... U mnie właśnie taki czas nadszedł :) 

Nie, wcale nie żegnam się z blogosferą! Wręcz przeciwnie. W mojej głowie pojawiła się pewna myśl... Nie samymi książkami człowiek żyje... :) Właśnie, ja też nie. W moim życiu prócz książek jest miejsce na całą masę innych rzeczy! Mam męża, dzieci, przyjaciół i 8 godzin dziennie spędzam w pracy, gdzie grzebię w częściach samochodowych... Dzieje się bardzo dużo! Mam swoje opinie i poglądy na różne tematy, nie raz jakiś problem spędza mi sen z powiek... czemu by nie zacząć o tym pisać?! :) Czemu by nie wykorzystać tego mojego małego kącika w sieci, by wyrazić siebie nie tylko poprzez recenzje książek...? :)

Tak... za małą sugestią moich przyjaciółek, zamierzam nieco przekształcić mojego bloga... W tej chwili nie wiem, czy jest to dobry pomysł, ale chcę spróbować i mam nadzieję, że zostaniecie ze mną :) Będzie okazja poznać mnie bliżej, poznać moje otoczenie, moje poglądy... :) Będę pisać o różnych rzeczach - na dzień dzisiejszy mam mnóstwo pomysłów i będę starała się kolejno je realizować :) Już ostatnio pojawił się mały przedsmak czegoś nowego... o kobiecej przyjaźni, który znajdziecie TUTAJ. Wiele razy spotkałam się z opinią, że lubicie kiedy autor bloga pozwala poznać się bliżej, pisze coś o sobie, a nie jedynie podręcznikową recenzję książki... :) Ja teraz chciałabym pokazać Wam się z nieco innej strony... :) Książki i recenzje oczywiście też pozostaną! Bez obaw! To jest moja największa pasja! Od tego zaczynałam i na pewno z tego nie zrezygnuję :) Jednak w życiu dzieje się różnie. Czasem na czytanie książek zostaje mniej czasu, A wtedy blog jednotematyczny świeci pustkami i w miesiącu pojawia się niewiele nowych wpisów. Chciałabym to nieco zmienić :)

Jeśli chodzi o kwestie porządkowe i administracyjne... Blog może zostać nieco odmieniony. Może nowy nagłówek? Nowy tytuł? Może coś jeszcze? Czas pokaże... Adres bloga z kilku względów pozostanie ten sam. Z książkami w roli głównej... A czy posty "poza książkowe" będą oznaczone dodatkowym opisem jeszcze nie wiem... Przede mną jeszcze sporo porządków  i decyzji... :) Jedno co się na pewno nie zmieni - ja nadal będę ta sama :) i to nadal ta sama ja będę tu do Was przemawiać :)

Mam jedynie nadzieję, że mój nowy pomysł przyjmiecie z entuzjazmem, zechcecie mnie poznać bliżej i pozostaniecie ze mną :) Chętnie poznam też Wasze opinie na temat tej zmiany :) W końcu nie samymi książkami człowiek żyje... :) 

pozdrawiam
Renata Zub

wtorek, 26 sierpnia 2014

Przyjaźń to jedna dusza w ... czterech ciałach? :)

Każdy z nas ma przyjaciół... a przynajmniej każdy mieć powinien. Według mnie jest to niezbędny element, aby człowiek mógł się rozwijać i prawidłowo funkcjonować. Szczególnie ważne jest to w przypadku kobiet! Jedna przyjaciółka to absolutne minimum!!! Inaczej, bądźmy szczerzy, kobieta zeświruje! :) Trzeba mieć z kim pójść na zakupy po kolejną kieckę, trzeba mieć się komu wyżalić na szefa, który nie docenia, trzeba mieć się komu wypłakać w ramię, kiedy kolejny "królewicz" złamie nam serce i trzeba mieć z kim świętować sukcesy! Dla kobiety jest to absolutna podstawa! Musi być obok co najmniej jedna kobieta, która przytuli kiedy trzeba, pocieszy i po raz setny otrze łzy, wypije butelkę wina (albo 2, ewentualnie 7 :P ) i wysłucha tych samych żali... A najlepiej jeśli będą takie przyjaciółki trzy! :) ( łooo pełnia szczęścia! :P )

Czy ktoś z Was wie może dlaczego w filmach i książkach przeważnie przedstawiona jest grupka 4 przyjaciółek? Nie? Ja właśnie też nie.. Zróbmy mały przegląd i spróbujmy się chwilę nad tym zastanowić :) Rozłóżmy na czynniki pierwsze, jakże fascynujące zjawisko jakim jest kobieca przyjaźń :)




"Sex w wielkim mieście" - Sam, Carrie, Miranda, Charlote...
"Lejdis" - Lusi, Gośka, Monia i Korba... 4
"Gotowe na wszystko" - Gabrielle, Suzan, Bree, Lynette... 4 
"Szkoła czarownic" - Nancy, Bonnie, Sarah i Rochelle...
"Pretty Little Liars" - Aria, Spencer, Emily, Hanna... 4
"Klub Szalonych dziewic" - Magda, Karolina, Daria, Joasia... 4
"Przyjaciółki" - Inga, Partycja, Zuza, Anka.. 4
"Złamane serca" P. Wells - Alexia, Sydney, Raven, Kelly... 4
"7 razy dziś" L. Oliver - Sam, Lindsay, Allison, Elody... 4
ŻYCIE - Iza, Marta, Ula i ja :) ... 4

Przykłady takie jak wyżej, można by mnożyć! Więc o co tu chodzi? Jak to się dzieje, że filmowcy i autorzy książek widzą kobiecą przyjaźń czwórkami?! Jak to się dzieje, że nawet w prawdziwym życiu kobiety również dobierają się czwórkami? :) Uwierzcie mi próbowałam to już to poukładać na różne sposoby. Cztery żywioły? Cztery strony świata? A może, że nieszczęścia chodzą parami?! :P Doprawdy nie wiem... ale wiem jedno! Jest to układ iście idealny!!!





"Przyjaźń to jedna dusza w dwóch ciałach" - powiedział niegdyś słynny filozof, bez wątpienia gej, bo gdyby ów mędrzec znał się na kobietach, wiedziałby, że w kobiecej przyjaźni dwa ciała to za mało... :)

           





Jesteśmy cztery... a każda z nas zupełnie inna! Każda na problem patrzy z zupełnie innej strony, innej perspektywy, każda ma swoje uczucia, swoje poglądy, spostrzeżenia i doświadczenia! Każda w życiu kieruje się czymś innym... i to jest niezwykle przydatne! :) tak... każdy problem (i każdy królewicz :P ) jest rozłożony na czynniki pierwsze! Przeanalizowany przez serce, rozum, emocje i chłodną kalkulację!

Oto chwila prawdy - drodzy Panowie, szanowni Mężowie! Jeśli naiwnie wierzycie, że Wasze niecne występki i paskudne wady zna jedynie Wasza ukochana, ogromnie się mylicie! :D Żłopanie piwska przed telewizorem, bezmyślne oglądanie setnego dziś meczyku i odcinka serialu na Comedy Centaral i piąta godzina grania na konsoli, jedynie z przerwą na siku... to problemy rangi państwowej, nad którymi pracują cztery głowy! A nie jedna! A pomysłów mamy co nie miara! Aha... Te brudne skarpetki porozrzucane po całym  pokoju, też nie dotrą do pralki same! :) Według naszych ostatnich badań wynika, że one raczej nigdy nie opanują umiejętności teleportacji! :D Suche pranie zwisające z suszarki piąty dzień podczas naszego wyjazdu, nie wyprasuje się samo, ani nawet nie schowa się ze wstydu do szafek! Oł noł! :P A naczynia w zlewie, nie umyją się nawzajem... :) Tak wiem, bolesne... i za pamięci - Kochanie, Święty Mikołaj też nie istnieje!!! :D

Nie w lepszej sytuacji jest Królewicz, który dopiero stara się o rękę jednej z nas. Ba! Chłopie! Masz 2 razy trudniejszy żywot! O ile mąż, jest już mężem i możemy jedynie ponarzekać na jego irytujące nawyki i opracować wspólny plan, by się ich pozbyć, o tyle Ty możesz nawet nigdy nie mieć szansy najgorszych nawyków zaprezentować! :) Wiesz, ona jest w Tobie zakochana... ale my NIE! Patrzymy na Ciebie bacznym, trzeźwym okiem i nie omieszkamy wszcząć alarmu, jeśli tylko coś nas zaniepokoi. Żeby było jasne - lubimy Cię i nie będziemy robić Ci pod górkę... Pod warunkiem, że spełnisz nasze wymogi. Żądamy tylko abyś ją szanował, był wobec niej szczery, lojalny i szanował jej czas! Nie bawił się nią, nie ranił, nie sprawiał jej przykrości i nie powodował u niej łez... (i pisz do niej pierwszy! Najlepiej codziennie! :) nie odpisuje? to co! PISZ! :P ) I po prostu ją kochaj, a wtedy na pewno się dogadamy :) Jeśli spełnisz ten jeden wymóg, śpij spokojnie... Nawet jeśli nie zapałamy do Ciebie sympatią, będziemy Cię tolerować i żyć w zgodzie, bo jej szczęście jest dla nas najważniejsze...

A co się stanie jeśli ją zranisz? Nic, znikaj bez obaw... i pod żadnym pozorem nie oglądaj się za siebie! I nie planuj wrócić. może się to źle dla Ciebie skończyć (pakt o nieagresji nieaktualny!). Nie martw się, zajmiemy się nią. Zaryzykujemy nieskazitelny wygląd dnia następnego i spędzimy noc wysłuchując jej żali, opróżniając kolejną butelkę wina. Wystawimy na próbę nasze małżeństwo, pozostawiając mężów na pastwę losu z dziećmi... :P (a one krzyczą, płaczą i robią kupy!) Poświęcimy najlepszą kieckę by mogła wypłakać się i wytrzeć smarka w rękaw... (rachunek za pralnię dostaniesz pocztą :P ). Przez pierwsze godziny i pierwsze 3 butelki wina raczej się nie ogarnie... bo choć okazałeś się dupkiem ona się zaangażowała i myślała o Tobie poważnie. Wtedy usiądziemy wszystkie na podłodze, nalejemy jej kieliszek wina i powiemy "a teraz płacz"... polecą rzęsiste łzy, następnie będzie śmiech, aż w końcu przyzna nam rację "o rany, ależ to był dupek!" :) A kiedy ona już dojdzie do siebie i nasz kac pozostanie jedynie wspomnieniem, rozważymy powieszenie Cię za... różne części ciała - uzgodnimy głosowaniem :P Jeśli jednak zachowamy klasę i nie zmieciemy Cię z powierzchni ziemi, pamiętaj jedno - jesteś łajdakiem i nie jesteś wart, abyśmy przez Ciebie nadszarpywały naszą reputację! ... z Bogiem Chłopcze... życzymy Ci wszystkiego dobrego, byle byś trzymał się od nas z daleka...

Ale co my się tu będziemy rozpisywać o najgorszym... Przecież wcale nie chcesz jej zranić! Jesteś z nią szczery, nic nie kręcisz, ani nie okłamujesz jej. Prawda? Nawet przez myśl Ci to nie przeszło. Z resztą po co? Nie opłacałoby Ci się. Umiemy zamontować podsłuch w Twoim telefonie. Umiemy sprawdzać historię przeglądarki internetowej (serio!) i umiemy łamać Twoje hasła na skrzynki meilowe (bo przecież dobrze wiemy, jak wabił się Twój ś.p. pupilek z dzieciństwa!) a nawet jeśli składałeś śluby milczenia, lub po prostu wyznajesz zasadę, że milczenie jest złotem, nie zapominaj, że każda z nas ma ukryte talenty! Choć często żyjemy w ukryciu, lub niedocenione. Jedna jest internetowym hakerem rządowym, druga agentką FBI, a trzecia prywatnym detektywem... :P I zanim umówiłeś się z naszą przyjaciółką na drugą randkę sprawdziłyśmy Twoje kartoteki policyjne, konta zagraniczne, kartę dentystyczną i historię wszelkich przyjaźni od przedszkola! - co Cię łączy z sąsiadką z dziesiątego piętra też sprawdziłyśmy... dla pewności :P Aha zapomniałabym... A w Twoim pokoju zamontowałyśmy ukrytą kamerkę... w tym pluszaku koło telewizora :D a teraz "cześć Zygmunt, miło nam Cię poznać... sporo o Tobie słyszałyśmy!" :P

Tak... ciężkie jest życie kobiety. Bardzo skomplikowane. Dom, zmywanie garów, dzieci, kupki, zupki, praca zawodowa, kiecki i oni... Ci co spędzają nam sen z powiek - mężczyźni! Mężowie, narzeczeni, czy kochankowie... :P Bez różnicy! Czasem przez jakiś czas pałętają się szanowni "byli"... (Bo przecież "nie byłem gotowy na związek, nie chciałem i się rozmyśliłem!" ...A teraz ryk, szloch - "Kochanie wróć!") A wszystko to musimy ogarnąć, o wszystko zadbać, wszystkiego dopilnować... i jak tu sobie poradzić z jedną głową?! No jak?! Tu właśnie tkwi sedno. tu jest odpowiedź! :) ale, ale... ponieważ głowy są aż cztery i każda inna, nie raz pojawią się zgrzyty :) Tylko że kłótnia już nie jest tak straszna, bo co? Obrazisz się i więcej nie odezwiesz? Przecież ty mnie kochasz, tak samo jak ja ciebie :) za dużo wina wypiłyśmy, za dużo łez razem wylałyśmy, żebyś mogła mi tak po prostu powiedzieć "nara"... :P Ty myślisz sercem, a ja rozumem? i co z tego?! kochasz mnie taką jaka jestem...

Każdy jeden dzień przynosi nam za dużo wrażeń, za dużo emocji, za dużo trosk i zmartwień. Po jednym takim dniu, myśli i emocje roznoszą nam głowy, a żeby nie ucierpiała na tym nasza starannie ułożona fryzura i nasze zdrowie psychiczne, musimy pozbyć się natłoku wrażeń :) A z kim najlepiej podzielić się dramatem przypalonego obiadu? Kogo zapytać czy porozrzucane skarpety męskie to element wystroju każdego domu?! Kogo się poradzić, czy dziesiąty dziś lizak w jamie ustnej naszego dziecka to absolutne minimum, żeby nie wylądować w zakładzie zamkniętym?! :D Mężczyźni, dzieci, obowiązki domowe i praca zawodowa to spory codzienny bagaż umysłowy :P Żeby nie zwariować trzeba umieć to zdrowo i proporcjonalnie rozłożyć... Przemyśleć, przeanalizować! Jedna głowa to za mało, dwie głowy to za mało... tak! koniecznie muszą być cztery! Ogień, ziemia, powietrze i woda... :)

Wpis ten dedykuję tym trzem wspaniałym kobietkom, 
które wiedzą o mnie wszystko i nadal mnie kochają... 
Niezmiennie od lat... :) Dziękuję! :)



poniedziałek, 25 sierpnia 2014

"Numery. Czas uciekać" - Rachel Ward

Gatunek: THRILLER MŁODZIEŻOWY
Rok wydania: 2009
Ilość stron: 320
Oprawa: miękka 

Tłumaczenie: Anna Dorota Kamińska
Wydawnictwo: WILGA



Mimo mojego "starczego" już wieku :) zdarza mi się, raz na jakiś czas, sięgnąć po literaturę młodzieżową. Robię sobie chwilę przerwy od kryminałów, thrillerów i wszelkich powieści z psychologicznym zalążkiem i sięgam po coś lekkiego i przyjemnego z nadzieją, że spełnią one moje oczekiwania. Tym razem przyciągnęła mnie tajemnicza fabuła książki pani Rachel Ward. Tajemnicze numery, tajemnicza nastolatka i w tle atak terrorystyczny na Londyn. Zapowiada się ciekawie, prawda?

Piętnastoletnia Jem nie ma wielu znajomych, nie chodzi na imprezy, nie jest przez rówieśników lubiana i trzyma się raczej na uboczu. Jem nie jest zwyczajną nastolatką, dostała pewien dar... Widzi w oczach ludzi numery. Są to daty ich śmierci. Widziała datę śmierci własnej matki, widzi datę nauczycieli, kolegów z klasy i każdego przechodnia na ulicy. Wiedziała też kiedy w ataku terrorystycznym zginą ludzie i że jej jedynemu przyjacielowi Pająkowi, zostało zaledwie kilka tygodni życia... Czy dziewczynie uda się uratować życie przyjaciela?

Przyznaję szczerze, że zamierzony cel został osiągnięty. Przeczytałam coś miłego, lekkiego i przyjemnego. Nie wymagało to ode mnie większego zaangażowania, skupienia i myślenia. Nie musiałam śledzić seryjnego mordercy, nie musiałam rozwiązywać żadnej zagadki, nie było żadnej intrygi... Wystarczyło tylko czytać. Więc czytałam, bez większych uczuć i emocji. Było szybko, łatwo i przyjemnie. Pani Ward napisała całkiem dobrą książkę, jednak nie ukrywam, że raczej dla mniej wymagających nastolatek. 

Akcja rozwinęła się bardzo szybko i sprawnie, fabuła  była dobrze przemyślana, a bohaterowie świetnie wykreowani i dopracowani w najmniejszych szczegółach. Autorka oszczędza nam zbędnych, męczących opisów i rozpraszających wątków. Od początku jest tu jeden sens i wyraźnie nakreślony bieg wydarzeń. Narracja pierwszoosobowa pozwala nam śledzić historię z punktu widzenia głównej bohaterki i spojrzeć na wydarzenia jej oczami. Do tego prosty język i łatwy styl jakim posługuje się autorka, daje nam przyjemną w odbiorze całość. 

Dla mnie niestety było to już za mało. Wydaje mi się, że po przeczytaniu takiej ilości kryminałów, thrillerów i horrorów, nie jestem już w stanie zadowolić się lekką powieścią młodzieżową. Moja głowa domaga się zagadki, morderstwa, zwłok i rozlewu krwi. Po tylu latach czytania Kinga, Ketchuma i Edwarda Lee, mam już bardzo wysoko postawioną poprzeczkę i daleko przesuniętą granicę wrażliwości. "Numery" wciągnęły mnie na początku, nieco wynudziły w połowie i dały się przewidzieć na końcu. Jednak mimo wszystko doczytałam do samego końca, momentami czułam się zaintrygowana i miło spędziłam czas! Nie mogę więc jednoznacznie stwierdzić, jaką ocenę przyznaję tej książce. Jednak cała historia była dla mnie zbyt jałowa, naciągana, a główna bohaterka naiwna i dziecinna... 

Ja po kolejne dwie części tej serii raczej nie sięgnę i będę rozglądać się za czymś z dorobku Cooka, Kinga i Fitzka. Przeczytałam, odpoczęłam i wracam do mojego świata. Świata pełnego grozy, krwi i thrillerów psychologicznych. Powieści, w których każda kolejna strona jest wielką niewiadomą, a nieprzewidywalne zakończenie strąca mi kapcie z nóg :) "Numery" były natomiast miłą odskocznią i jak większość książek, zmusiły mnie do małych refleksji... Czy gdybym miała możliwość poznać datę swojej śmierci... Chciałbym ją znać? Ja zdecydowanie nie! Jeśli Ty uważasz, że wykorzystałbyś wtedy resztę swoich dni najlepiej jak potrafisz, to zaskoczę Cię, ale możesz zacząć spełniać marzenia już dziś! Bo choć nie podam Ci konkretnej daty, to jestem pewna, że i Ty pewnego dnia umrzesz... :) Nie trać czasu! 


niedziela, 24 sierpnia 2014

"Pasierbice" - Hilary Norman

Gatunek: THRILLER
Rok wydania: 2008
Ilość stron: 535
Oprawa: miękka 

Tłumaczenie: Anna Bańkowska
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka


"Pasierbice"... jakże bliski mi tytuł! Sama pasierbicą byłam. Więc sam tytuł bardzo mnie zaintrygował, do tego interesujący opis, oraz wiele pozytywnych opinii i recenzji utwierdziło mnie jedynie w przekonaniu, że warto po tę pozycję sięgnąć. Z własnego doświadczenia wiem, że ojczym i jedna pasierbica to już może być mieszanka wybuchowa... a co dopiero 3 pasierbice?! 

Matthew Gardner i Karolina Walters poznali się, pokochali i dość szybko zdecydowali na ślub. Rozumieli się doskonale, lubili spędzać razem czas, kochali się i czuli się razem szczęśliwi. Był tylko jeden problem, trzy nastoletnie córki Karoliny postanowiły pozbyć się ojczyma. 16-letnia Flic, 14-letnia Imo i 12-letnia Chloe postanowiły zmienić życie Matthew w piekło... Na początku były to małe, nieszkodliwe złośliwości. Z czasem jednak przybrały one na sile i doprowadziły do tragedii..

O relacjach pasierbica - ojczym mogłabym powiedzieć dużo. Sama takie relacje przez długi czas utrzymywałam. W sumie nadal utrzymuję, chociaż już nieco inaczej, ponieważ założyłam własną rodzinę i własny dom. Tu żadne pokrewieństwo i geny nie mają znaczenia. Liczą się ludzie. Znam rodziny, w  których pasierbica utrzymywała lepsze i bliższe kontakty z ojczymem, niż wiele innych córek z rodzonym ojcem. Dlatego też uważam, że nie możemy każdej takiej rodziny wsadzić do jednej szuflady, gdyż wszystko zależy od ludzi, ich podejścia, ich charakterów. Jednak historia opisana przez autorkę bez wątpienia mogłaby wydarzyć się w rzeczywistym życiu. Ponieważ pojawienie się nowego mężczyzny w domu i życiu dziecka to wielkie wydarzenie i wiążą się z nim ogromne emocje, nie zawsze pozytywne... 

"Podobno nawet ludzie bez skazy, 
oskarżani dostatecznie często o różne grzechy, 
zaczynają wątpić w swą niewinność."

Od samego początku podchodziłam do tej książki z wielkim zapałem i wielką nadzieją. Nadzieją na intrygującą historię i akcję. Jednak z każdą stroną mój zapał malał, a nadzieja znikała. Na początku było nieco nudno. Przez pierwsze 100 stron trzeba było po prostu przebrnąć. Działo się niewiele. Akcja rozwijała się bardzo powoli. Ale starałam się jak mogłam i cierpliwie czekałam na dalszy rozwój wypadków. Moja cierpliwość została nagrodzona, gdyż później akcja nieco się rozkręciła, zaczęło się dziać coraz więcej, dreszcze coraz częściej zaczęły pojawiać się na moim ciele... Nigdy bym nie pomyślała, do czego mogą być zdolne młode dziewczęta i do czego mogą się posunąć, byleby tylko osiągnąć swój cel... Autorka wykazała się wielką pomysłowością. Tego z pewnością nie można jej odmówić, podobnie jak zdolności pisarskich. Wielkim plusem powieści jest lekki, przyjemny styl, oraz prosty język jakim posługuje się autorka. 

Czas poświęcony tej powieści, nie był czasem straconym, choć nie mogę też powiedzieć, żebym była wyjątkowo zachwycona. Czegoś mi brakowało. Moją ocenę na pewno obniża powolny rozwój akcji i wydarzeń. Lubię kiedy książka porywa mnie od pierwszych stron i nie pozwala odłożyć się na regał. Tu mi tego brakowało. Kilka razy przyłapałam się na tym, że wracam do niej z obowiązku, a nie z ciekawości. Gdyby na początku zabrakło mi wytrwałości i wiary w zdolności autorki, książka mogła wylądować na stosie "niedoczytane, wrócę (lub nie) innym razem" :) Na szczęście tak się nie stało...

Relacje między ojczymem, a pasierbami bywają naprawdę różne. Ile ludzi, tyle przypadków. Ja ze swoim miałam częste konflikty i brak porozumienia. Moja znajoma za swoim skoczyłaby w ogień, tak samo jak on za nią. Jedyne co ma tu znaczenie to charaktery i chęci obu stron. Zdecydowanie każda relacja wymaga wiele pracy, poznania się i dobrych chęci. U mnie w domu czegoś zabrakło, jednak mimo to byliśmy w stanie przeżyć ze sobą 14 lat pod jednym dachem. Teraz już mam własny dom, rodzinę i swoje życie, wiele się zmieniło. Ja się zmieniłam. Relacja z ojczymem znacznie się poprawiła... I choć ten człowiek nie jest moim biologicznym ojcem, to jednak on zna moje najdziwniejsze nawyki, moje wady i zalety. On zadał sobie trud wychowania mnie od najmłodszych lat! I to również dzięki niemu jestem dziś tym, kim jestem... i jestem mu za to naprawdę wdzięczna!

niedziela, 17 sierpnia 2014

"Oszukać przeznaczenie" - śmierci nie przechytrzysz, ona ma swój plan...

Uwielbiam horrory! I nie jest to tajemnicą. Swego czasu pochłaniałam je w ogromnych ilościach, w zastraszającym tempie, nie krzywiąc się nawet w najstraszniejszych, najobrzydliwszych momentach! :) Nie miało znaczenia czy jest to film o duchu, który będzie utrudniał życie nowym lokatorom pięknego, tajemniczego domu, czy o demonie, którego będą wypędzać setkami egzorcyzmów, czy o psychopatycznym mordercy, który będzie patroszył dziesiątki ofiar... Każdy z tych filmów miał u mnie szansę, jednak po pewnym czasie, trudno było mnie czymś zaskoczyć. Kiedy odkryłam "Oszukać przeznaczenie" byłam szczerze zachwycona pomysłem twórców, a jeszcze bardziej tym, że były już przygotowane na tacy dwie kolejne części... Teraz jest ich już 5!

Na czym polega fabuła pewnie większość z Was wie, ale dla pewności nieco przybliżę, na podstawie części pierwszej. Alex wybiera się z wycieczką szkolną na kilka dni do Paryża. Kiedy znajduje się już na pokładzie samolotu, ma przerażającą i niezwykle realistyczną wizję (lub sen), że tuż po starcie samolot zapali się i rozbije, a wszyscy pasażerowie, łącznie z nim, zginą. Przerażony chłopak wzbudza na pokładzie zamieszanie, zostaje z niego usunięty a wraz z nim samolot opuszcza kilka innych osób. Kilka chwil po starcie okazuje się, że wizja chłopaka sprawdziła się... Samolot staje w płomieniach. Kilkoro ocalałych nie może uwierzyć w swoje szczęście... Nie na długo. Niebawem szczęśliwcy zaczynają ginąć w tajemniczych okolicznościach... Czyżby śmierć i tak miała swój plan, którego nie zamierza zmieniać?

I tym samym schematem zbudowane są cztery kolejne części serii. Zmienia się jedynie miejsce wypadku, oraz bohaterowie. Część 1 dzieje się na pokładzie samolotu, część 2 na autostradzie, część 3 w wesołym miasteczku, 4 na stadionie rajdów samochodowych, natomiast 5 na moście pylonowym. W każdej części chodzi o to samo, w każdej części sens jest ten sam, w każdej części jeden z bohaterów ma wizję, ale nie oznacza to wcale, że jest nudno... Wcale nie, bo sposobów na śmierć jest przecież tysiące! A na tych, którym nie dane było zginąć w przeznaczonym dla nich wypadku, śmierć przygotowała coś specjalnego i czyha na nich w najmniej spodziewanym miejscu i momencie! U lekarza, u fryzjera, w windzie, na ulicy, w kinie,  w siłowni, w centrum handlowym, kawiarni i we własnym domu...

Chociaż oglądając już drugi film z tej serii, wiemy czego się spodziewać i jaki będzie ciąg dalszy wydarzeń, to jednak nie dane jest nam się nudzić. Schemat i pomysł filmu trzyma nas w napięciu przez cały seans. Wiemy, że ocalałe osoby zginą... nie wiemy jednak w jakiej kolejności i w jakich okolicznościach. A każde miejsce, w którym się pojawiają, idealnie się do tego nadaje. Twórcy filmu wiedząc o tym, z prawdziwym wyrachowaniem grają na naszych nerwach! Umiejętnie prowadzą akcję i stopniowo budują napięcie!  I to właśnie jest najlepsze! Niemal dwie godziny nieustannej grozy, dreszczyku emocji, niepewności i strachu... Każdy kto oglądał choć jedną część zrozumie, kiedy powiem, że już jedna kropla wody ściekająca po brzegu wanny, budzi grozę i niepokój...

Warto również zaznaczyć, że widowisko jakie nam tu przygotowano, budzi grozę, a sceny mrożą krew w żyłach! Nie jest to kino dla ludzi o słabym żołądku i słabych nerwach. Leje się krew, wypływają wnętrzności, wypadają oczy, słychać trzask łamanych kości... Silnik samochodowy rozłupuje czaszkę, noże przebijają na wylot, atlas do ćwiczeń miażdży mózg... a zwykły mały gwóźdź może stać się powodem prawdziwej tragedii! Jeśli nie lubisz horrorów i mocnych scen, ten film nie jest dla Ciebie... Zdecydowanie celem twórców jest wystraszyć widza, wzbudzić lęk, może czasem nawet obrzydzenie. I ten cel został osiągnięty pięciokrotnie i ja osobiście, nie mogę stwierdzić, żeby któraś część w znaczny sposób przebijała lub była znacznie gorsza od innej! Są podobne, na tak samo dobrym poziomie... bo sposobów na widowiskową śmierć jest mnóstwo!

Przyznaję, że chociaż zakończenie 5 części daje do zrozumienia, jakoby kolejnej części miało już nie być, to gdyby się jednak pojawiła, przyjęłabym ją z prawdziwą radością i entuzjazmem! Można by pomyśleć, że liczy się umiar i pięć części filmu bazującego na tym samym schemacie to już za dużo. Dla mnie jednak każdy z tych filmów to kilkadziesiąt minut przyjemnie spędzonego czasu! Nie jest to może kino najwyższych lotów, nie znajdziemy tam też największych gwiazd światowego formatu, zamiast głębokiego przesłania postawiono tu na wstrząsające, mocne sceny... a jednak i to kino może dać do myślenia! Nie wiesz ile czasu zostało Tobie... nie wiesz jaki plan został przygotowany... nie znasz swojego przeznaczenia... Skąd wiesz? a może i na Ciebie śmierć czeka tuż za rogiem?!


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...