niedziela, 21 września 2014

"Fanaberia" - Łukasz Kotkowski

Gatunek: THRILLER 
Rok wydania: 2014
Ilość stron: 398
Oprawa: miękka 

Wydawnictwo: Novae Res
Dostępność: Empik


Podejrzewam, że każdy z nas choć raz w życiu trafił na książkę, która zapowiadała się świetnie a okazała się wielkim niewypałem. Wiązaliśmy z nią wielkie nadzieje, wierzyliśmy, że dostarczy nam ona wyjątkowych wrażeń, podchodziliśmy do niej z entuzjazmem a następnie z przerażeniem odkryliśmy, że z każdą kolejną stroną zapał i entuzjazm spadał i spadał... i dotyka nas przykre rozczarowanie. Każdy przeżył to choć raz. Jakim jest więc miłym zaskoczeniem, kiedy sięgamy po mało znaną jeszcze książkę i okazuje się, że właśnie znaleźliśmy to czego szukaliśmy... że oto książka, która spędza nam sen z powiek! Podczas rozmowy z panem Kotkowskim napisałam, że wydaje mi się, że książka jest w moim guście... i muszę przyznać, że intuicja mnie nie zawiodła! 

Do detektywa Tomasza Radziejowskiego zgłasza się młoda dziewczyna, Dorota Lutowska. Prosi o pomoc w rozwikłaniu tajemniczej śmierci jej 20-letniej przyjaciółki Martyny. Policja zakończyła śledztwo i uznała, że śmierć nastąpiła z przyczyn naturalnych, w co ciężko Dorocie uwierzyć. Z ostatnich listów Martyny, wynika, że dziewczyna strasznie się czegoś bała... Była wręcz przerażona! A mieszkanie, w którym wynajęła pokój na czas studiów, zdawało się być nawiedzone... Tomasz podejmuje się zadania i z przerażeniem odkrywa, że śmierć Martyny może mieć związek z tragedią, która miała miejsce 5 lat temu... Tragedią, którą media nazwały "rzezią niewiniątek". Ofiarą padło 13 dzieci, które odnaleziono w zbiorowej mogile. Zabójcy nigdy nie udało się złapać...

Kiedy otrzymałam tę książkę, byłam w połowie innej , nie mniej ciekawej. Zamierzałam trzymać się ustalonego porządku - najpierw skończyć jedną, dopiero zacząć drugą. Nie udało się! Chciałam przeczytać jedynie prolog... tymczasem skończyłam 100 stron później, gdy na zegarze wybiła 2 w nocy! Natomiast dziś o 4 nad ranem książka dobiegła końca... I nie będę ukrywać, że ma ona jedną największą wadę, której nie mogę przełknąć - zdecydowanie za szybko się kończy! Książka niesamowicie wciąga już od pierwszych stron, przez co niemożliwością było dla mnie odłożyć ją na półkę, zanim nie zmógł mnie sen... a z tym snem sprawa też nie była prosta, ale o tym później... 

Bardzo przyjemnie czytało mi się tę książkę. Styl autora bardzo przypadł mi do gustu. Lekki, prosty i przyjemny, z wielkim poczuciem humoru, co nie kryję, bardzo mi się podobało! Gdyż przejadły mi się już patetyczne, filozoficzne wywody i sztuczna, płytka groza. Pan Kotkowski natomiast posługuje się lekkim językiem, dużo tu prostoty, sporo dowcipu  a jednocześnie niemal każda strona przepełniona jest grozą! Grozą, która przyprawiała mnie o prawdziwe dreszcze.. bo obok zjawy, która do złudzenia przypominała mi zgniłą postać z japońskich horrorów, była też najniebezpieczniejsza odmiana potwora, który może wyrządzić nam realną krzywdę... Człowiek przepełniony pragnieniem zemsty.

Do tej pory wydawało mi się, że preferuję historie, w których mamy do czynienia jedynie z postaciami realnymi. Pan Kotkowski właśnie uświadomił mi, jak bardzo się myliłam. Stworzył na łamach swojej powieści postać zjawy tak odrażającej (Wargi sine jak ciało topielca, puste oczodoły, z których spływał jakiś płyn, maź... gnijące, odrywające się od kości ciało...), że wyobrażenie jej wzbudzało we mnie prawdziwy lęk! Przypominam, że czytałam książkę późną nocą i treść tak podziałała na moją wyobraźnię, że choć do strachliwych nie należę, to każdy najmniejszy szmer w mieszkaniu budził we mnie dreszcz niepokoju. A mój ukochany kot spacerujący dumnie po pokoju, kilkakrotnie doprowadziłby mnie do zawału... Nie wspominając już co się działo, gdy w mieszkaniu zapanowała ciemność... 

"Dziewczynka uśmiechała się od ucha do ucha. Jej szyja też. Dosłownie. Tak szeroko była poderżnięta. Z otwartej, paskudnej rany zwisały strzępki tkanek oraz kawałki chrząstek z krtani. Krew nie tryskała na wszystkie strony, lecz wypływała rytmicznie, falami, niemal słyszałem "gul, gul, gul" wraz z każdym pojawiającym się bąblem, który potem ściekał po makabrycznie czerwonej sukience"

Bohaterowie wykreowani przez autora, byli niezwykle barwni i realni. Tomasz Radziejowski od razu zdobył moją sympatię. 32 letni kawaler, z poczuciem humoru, słuchający takiej samej muzyki jak ja, nadużywający papierosów i kawy... hmm... mimo wszystko brzmi ciekawie! Łączyło nas naprawdę wiele, gust muzyczny, miłość do kawy i choćby podobna ręka do kwiatów, a raczej jej brak - tak, Panie Łukaszu nie tak dawno temu udało mi się ususzyć kaktusa! Co do łatwych zadań nie należy :). Jedna cecha, która mnie irytowała to to, że był takim genialnym detektywem! Zbyt genialnym! (cóż, czyżby zazdrość przeze mnie przemawiała?! :) ) Dorota natomiast irytowała mnie tak bardzo, że czasem skrycie marzyłam, żeby po prostu zniknęła! :) Młoda, naiwna dziewucha, mieszała się do śledztwa, pchała się tam, gdzie nie była potrzebna i latała za panem detektywem! (tak, tu tez zazdrość mną przemawia ;) 

Historia stworzona przez pana Kotkowskiego niemal idealnie trafiła w mój gust. Wzbudziła we mnie masę emocji, zaintrygowała od pierwszych stron i trzymała w napięciu do samego końca. Choć autor umiejętnie budował napięcie, to jednak czasem brakowało mi akcji. Momentami zbyt długo narracja skupiała się na rzeczach mało istotnych. Jednak jest to grzech do wybaczenia, tym bardziej, że ostatecznie cała historia okazała się być oryginalną i zaskakującą. Jednak miałam wrażenie, że w pewnych momentach autor nieco zatracił się, pogubił w pomyśle.. "Strzeż się zwiastunów nocy!" - bohater usłyszał to niejednokrotnie, jednak ostatecznie zabrakło mi rozwinięcia tej groźby...  Znalazłam w tej historii kilka wad, parę niedociągnięć (i do tej pory zastanawiam się, na ile prawidłowa jest forma "pomleczona kawa" ?) jednak w ostatecznym rozrachunku nie sądzę, żeby niedociągnięcia te miały wielkie znaczenie. Poza tym autor jest jeszcze studentem a już wydał książkę! Podziwiam... a popełniać błędy - rzecz ludzka!

Przyznaję bez bicia, zarywałam noce za sprawą "Fanaberii"! A to świadczy już samo za siebie! Miło spędziłam czas i na pewno długo i bardzo miło będę ją wspominała! Z wielką niecierpliwością czekam na kolejne pozycje młodego rodzimego autora, który udowodnił mi, że polska literatura też jest warta uwagi! Rozwiązanie zagadki śmierci Martyny, oraz zbrodni dokonanej przed pięciu laty na kilkuletnich dzieciach, wbiła mnie w fotel! Było to coś oryginalnego i zaskakującego! Jako mama 5 i 6 letniej dziewczynki, poczułam prawdziwe przerażenie... Dość, nie powiem nic więcej! Sięgnijcie po tę historię sami i przekonajcie się na własnej skórze co to jest prawdziwa groza i jakie emocje może wzbudzić nocą mały szmer pod łóżkiem...!

Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości autora Pana Łukasza Kotkowskiego 
oraz wydawnictwa Novae Res. Serdecznie dziękuję! 

piątek, 19 września 2014

Book Tag :)


Podobno ta zabawa w oryginale wyglądała trochę inaczej... Piszę "podobno" ponieważ nie mam zielonego pojęcia jak wyglądała :) Ja podejrzałam tę wersję u naszej blogowej koleżanki Ciarolki i postanowiłam też nieco zmodyfikować ją na swój sposób :) i wziąć udział... Bo każdy powód by pogadać o książkach jest dobry! :)




Twoja ulubiona krótka książka.
Królowa kryminałów, Agata Christie atakuje! Co jest jej mocną stroną? Pisze krótko i na temat! Książeczki pani Christie są szczuplutkie. Zwykle posiadają około 200 stron. Ich przeczytanie, zajmuje jedno popołudnie.. ale historie w nich zawarte powalają! "I nie było już nikogo" była taką książką... krótką, lecz treściwą!
książka, którą każdy przeczytał i poczułeś presję, żeby ją przeczytać.
Dłuuugo się broniłam... oj długo! Bo zwykle bywa tak, że im głośniej o jakiejś książce, im więcej osób ją chwali i poleca, tym bardziej wzbraniam się przed jej czytaniem... Tak było z "Igrzyskami śmierci"! Blogosfera wrzała! Wszędzie była Katniss i Igrzyska w Kapitolu... Wszyscy chorowali na tę trylogię tylko nie ja. Aż w końcu poczułam się jak przybysz  z obcej planety i skusiłam się... I jak moje wrażenia?! Odpowiedź tutaj :)





 książka, którą przeczytałeś zanim to było popularne
Jeśli próba przeczytania się liczy, to będzie to "Intruz" :) Kiedy po nią sięgnęłam, na czasie był dopiero "Zmierzch". Na "Intruza" przyszedł czas dopiero długo potem, kiedy do kin zawitała ekranizacja. Jednak jak mówiłam, była to próba przeczytania, gdyż doczytałam do 109 strony i dalej ani rusz... Ani rusz od 5 lat... :D

książka, której nie pamiętasz czy ci się podobała, czy nie.
Niestety, mam tak fenomenalną pamięć, że jest ona do tej pory zapełniona nawet datami urodzin koleżanek z podstawówki... serio! :) I choć przejrzałam na LC całą historię mojego czytania, to każdą książkę pamiętam i wszystkie emocje z nią związane. Taki już mój urok :) Jednak wybrałam "Podwójne gry"... ponieważ czytałam ją już dawno temu i była to pierwsza książka, na temat której, miałam tak mieszane uczucia... :)





Książka tak ładna, że musiałeś zrobić jej zdjęcie.
Wczoraj przybył do mnie egzemplarz debiutanckiej książki pana Kotkowskiego - "Fanaberia" :) by umilić mi czas choroby... Piękno tej książki tkwi w środku :) Na pierwszej stronie :) specjalnie dla mnie dedykacja od samego autora! :) W tajemnicy Wam powiem, że treść też intryguje... Jestem już w połowie :) Więc recenzja niebawem... :) 


Książka, do której chciałbyś zobaczyć ekranizację.
Tegoroczny debiut pana Adriana Bednarka, "Pamiętnik Diabła", uwiódł mnie! Powtarzałam to już nie raz... Zarywałam noce! I byłam zachwycona :) Kraków, bogate dzieciaki na uczelniach, szalone imprezy... a gdzieś tam Kuba Sobański, w ciągu dnia student prawa, a nocą okrutny seryjny morderca z tajemniczą przeszłością... Chętnie obejrzałabym to na ekranie! Na pewno byłoby interesująco i z dreszczykiem... 





Książka, którą polecasz wszystkim.
"Chatę" kilka lat temu podrzucił mi kolega z pracy. Polecił, pożyczył i kazał przeczytać! Cóż miałam zrobić? :) Od tamtej pory jest najczęściej polecaną przeze mnie książką. Zrobiła na mnie ogromne wrażenie... Piękna, poruszająca historia, która utkwiła w mojej pamięci na dobre :)  






środa, 17 września 2014

"Pasjonat oczu" - Sebastian Fitzek

Gatunek: THRILLER PSYCHOLOGICZNY
Rok wydania: 2013
Ilość stron: 420
Oprawa: miękka 

Tłumaczenie: Barbara Tarnas

Wydawnictwo: G+J


O panu Fitzku na łamach mojego bloga wspominałam już nie raz... i na pewno nie raz jeszcze wspomnę! Jest to niemiecki pisarz, który już swoją pierwszą książką, która wylądowała w moich rękach, powalił mnie na łopatki! Teraz jest jak moje małe uzależnienie... Sięgam kolejno po jego książki i oprzeć się nie mogę. Prześladuje mnie tylko jedna okropna myśl... Zostały mi już tylko dwie! 

Jeden z najlepszych chirurgów na świecie Zarin Suker, ma bardzo oryginalną i niebezpieczną pasję, fascynują go oczy. Za dnia dokonuje cudów na sali operacyjnej, nocą zaś zaciąga swoje pacjentki do piwnicy, a tam otwiera im oczy... W dosłownym tego słowa znaczeniu. I ma w tym swój ukryty cel, który znany jest tylko jemu. 
Z braku dowodów świadczących o winie Sukera, policja prosi o pomoc niewidomą Alinę Gregoriev, która posiada zdolności medium. Kiedy i ona wpada w sidła niebezpiecznego chirurga, uwolnić ją może jedynie stary przyjaciel, Aleksander Zorbach. Jednak nie jest teraz w najlepszej formie, gdyż ciężko mu się pogodzić ze śmiercią żony i syna, którzy padli ofiarami seryjnego mordercy Kolekcjonera Oczu. Czy Zorbach zdoła wykrzesać z siebie dość siły by uratować Alinę? I co łączy Sukera z Kolekcjonerem oczu? Odpowiedzi na wszystkie te pytania znajdziecie w tej książce.

I cóż ja mogę powiedzieć? Nie zostaje mi nic innego, jak tylko po raz kolejny zachęcić wszystkich do sięgnięcia po książkę tego autora! "Pasjonat oczu" był już 5 książką z dorobku pana Fitzka, którą miałam przyjemność przeczytać. Wiedziałam, na pewno że nie będę zawiedziona i nie myliłam się! Sięgając po tytuły tego pana spodziewam się oryginalnej, trzymającej w napięciu historii, która wciąga od pierwszych stron. I tak właśnie było! Autor bardzo umiejętnie buduje napięcie i prowadzi akcję powieści. Krótkie, lecz treściwe rozdziały zawsze kończą się w najmniej odpowiednim momencie... i bardzo kłopotliwe jest to podczas czytania przed snem. Byłam tym tak sfrustrowana, że raz zastał mnie świt! Ponieważ koniecznie musiałam wiedzieć, co kryje następny rozdział! 

Czytało mi się naprawdę bardzo przyjemnie, a biorąc pod uwagę płynny styl autora i ogrom jego wyobraźni, całość przedstawia się wyśmienicie! Bez wątpienia jest to smakowity kąsek dla każdego smakosza i miłośnika thrillerów psychologicznych. Bohaterowie są dopracowani w najmniejszych szczegółach. Alina i Zorbach, których znamy z książki "Kolekcjoner oczu" wzbudzają naszą sympatię i w trakcie czytania trzymamy za nich kciuki. Natomiast Suker, czarny charakter powieści, choć nie staje się naszym ulubieńcem, okazuje się być barwną postacią. Jego zbrodnie spowodowane są traumatycznymi wydarzeniami z przeszłości, które zaważyły na całym jego życiu. Suker dobiera sobie ofiary bardzo starannie, według swojego schematu i otwiera im oczy... Otwiera im oczy, aby nigdy już nie mogli przymknąć ich na swoje własne winy... Więc żadna z jego ofiar nie znalazła się w jego tajemnym gabinecie przypadkowo.

"Pasjonat oczu" jest kontynuacją książki "Kolekcjoner oczu". Jak zaznacza autor na samym początku, jej znajomość nie jest konieczna, by cieszyć się historią Zarina Sukera. I rzeczywiście tak jest, ale jeśli zaczniesz od drugiej części, zepsuje Ci to cała przyjemność czytania "Kolekcjonera oczu".  A wręcz jej czytanie będzie totalnie bez sensu, gdyż poznasz już niemal wszystkie najważniejsze elementy! Łącznie z tożsamością mordercy... Więc polecam dla własnego dobra zacząć od początku. Historie pana Fitzka są niezwykle dobre, dopracowane w najmniejszych szczegółach i oryginalne... Szkoda byłoby zepsuć sobie przyjemność poznania chociaż jednej z nich.

Ja uwielbiam historie, które wyszły spod pióra pana Sebastiana. Zawsze zasiadam do nich pełna zapału i entuzjazmu, który nie znika do samego końca! Są to historie, których nie da się łatwo odłożyć na półkę, ponieważ wciągają i intrygują. A co najważniejsze są nieprzewidywalne! Choć przeczytałam już mnóstwo thrillerów i kryminałów, historii pana Fitzka nie potrafię rozszyfrować, przed sceną finałową. A końcówka jest zawsze tak zaskakująca, że wbija mnie w fotel! Czego chcieć więcej? Jeśli nie poznaliście jeszcze zdolności tego autora, gorąco zachęcam! I gwarantuję, że będziecie mile zaskoczeni! Ja się zakochałam! Dosłownie! Pan Fitzek stał się moim małym uzależnieniem i strasznie ubolewam, że przede mną już tylko dwa ostatnie tytuły...

sobota, 13 września 2014

"Klara" - Iza Kuna

Gatunek: LITERATURA WSPÓŁCZESNA
Rok wydania: 2013
Ilość stron: 296
Oprawa: twarda

Wydawnictwo: Świat Książki


Czasami bywa tak, że książki odnajdują nas same... Mieliście kiedyś tak? Ja śmiało mogę powiedzieć, że tak właśnie było tym razem! Ta książka znalazła mnie sama. Ale nie, nie przyszła pod moje drzwi na swoich własnych, małych nóżkach, nie zapukała łapką i nie położyła się sama na mojej półce... :) Lecz była to sytuacja jak z reklamy! Kiedy koleżanka w pracy (pracy nie mającej nic wspólnego z książkami! ;) ) wyciągnęła ją ze swojego biurka i powiedziała "Czytałaś?! weź... jestem strasznie ciekawa Twojej opinii..." :) A że nie zwykłam odmawiać, gdy dają mi do przeczytania książkę, więc jest ona już za mną...

Klara ma 39 lat. Nie ma męża, nie ma dzieci, ale ma za to kota, żonatego kochanka, przyjaciółkę i marudną matkę... Matka codziennie grozi, że niedługo umrze! Strzela fochy i rzuca słuchawkami. Kochanek Aleks, każdego dnia wyznaje jej dozgonną miłość, nie mogąc jednocześnie przyznać się żonie do romansu... A przyjaciółka, Wronka, która sama również nadal szuka tego jedynego, codziennie przybywa do Klary z odsieczą i pomocną dłonią, w której znajduje się koniak, whisky czy inny niezbędny lek ;) Dom wariatów? Nie... To życie przeciętnej 40-latki. Rozejrzyj się, a znajdziesz takich Klar tysiące...

Nigdy wcześniej nie słyszałam o "Klarze". Nie wiedziałam nawet,  że jedna z największych gwiazd polskiego kina, pani Iza Kuna, napisała książkę! Pani Iza aktorką jest świetną i tego talentu jej odmówić nie możemy. Przypomnijmy sobie choćby bohaterkę Gosię z filmu "Lejdis". Była ona niezwykle barwna, prawdziwa i przekonująca. Więc jako aktorkę cenię ją bardzo i chylę czoła, ale czy aby na pewno powinna pisać? I iść w stronę własnej literackiej twórczości? No własnie, ku temu mam strasznie mieszane uczucia...

Bądźmy szczerzy - Arcydziełem ta książka nie jest. No niestety, mogło być znacznie lepiej. Przyznaję, że na początku, czytając pierwsze strony zastanawiałam się, co to w ogóle za bezsensowny bełkot?! ("Klara miała 39 lat i rzygała całą noc. Po szparagach. Jan miał 38 lat i pił całą noc. Porto." ).Ot gadanina, bez ładu i składu z gadającym kotem w tle! I tak, jak z każdą kolejną stroną coraz bardziej łapałam styl i coraz bardziej rozumiałam, co autorka miała na myśli, to jednak gadający kot mnie nie przekonał! A wręcz uważam, że gdyby nie on, moja ocena byłaby wyższa.

"Klara" jest zbiorem sytuacji przytoczonych z życia głównej bohaterki. Są to głównie dialogi z bliskimi osobami kobiety. Z marudną matką, która codziennie powtarza, że niedługo umrze i zarzuca dorosłej córce jakie to ciężkie życie z nią miała! Z żonatym kochankiem, który od siedmiu lat wiedzie podwójne życie i choć codziennie wyznaje Klarze dozgonną miłość, to nadal nie jest w stanie wyznać swojej żonie prawdy o romansie. Jest jeszcze Wronka, najlepsza przyjaciółka Klary, która z pomocą koniaku i ogromnej ilości papierosów, pomaga Klarze wydostać się z emocjonalnego, psychicznego doła. I choć całość sprawia wrażenie bardzo chaotycznej, to jednak po głębszym spojrzeniu ma sens, a ponadto sporą dawkę ironii i ciętego dowcipu, który przyznaję, że bardzo do mnie trafia!

"- Aleks, jestem taka brzydka!
- Co się stało, lisie? Kupić ci coś?
- Szczyptę rumu... i cyjanek. 
- Lisie, jak chcesz, to ja cię umówię dziś na jakiś zabieg. Idź do fryzjera może. Tobie jest tak ładnie w ciemnych włosach, tak ładnie, no bardzo ładnie...
- Dlaczego do fryzjera? Co jest nie tak z moimi włosami?
- Lisie, wszystko jest dobrze. Po prostu myślę, jak ci poprawić nastrój.
- Nie wkur** mnie Aleks!

- A może chcesz wybielić sobie ząbki? Chce lis?
- Mam czarne zęby, tak? Od wina, tak? Ty mi to teraz mówisz? A może powinnam jeszcze zrobić sobie liposukcję? A może od razu sekcję zwłok? Odpier** się ode mnie!
- Lisie, co się z tobą dzieje?
- Swojej żonie wybiel! Zęby! Halluksy! I w ogóle ją wybiel, żeby się wymydliła na pianę!"
(fragment książki)

Całość przepełniona jest sporą dawką humoru, mimo iż szara rzeczywistość, w której żyje główna bohaterka raczej dołuje. Lata emocjonalnej huśtawki, którą funduje jej kochanek, nadużywanie alkoholu i niestabilność psychiczna Klary, karze nam nawet jej współczuć! We mnie bohaterka wzbudziła wielką sympatię! Nie można zaprzeczyć, że jej postać wydaje się być niezwykle realna, szczera i "swojska"! Pani Kuna dodatkowo przestawiła nam ze sporą dawką dystansu rzeczywistość przeciętnej zwykłej kobiety, która na co dzień musi uporać się z całą masą problemów! I tym zdobyła moją przychylność. Może nieco przekoloryzowała... strasznie dużo tu wulgaryzmów. Alkohol leje się strumieniami, w związku z czym w realnym życiu Klara uważana by była za zaawansowaną alkoholiczkę, a dodatkowo jej niekontrolowane wybuchy, kwalifikowałyby ją do pobytu w zakładzie zamkniętym dla psychicznie chorych! I coś co zwróciło moją uwagę i zaczęło irytować mniej więcej w połowie książki, to łzy... Dosłownie, na każdej stronie leją się łzy! Ciągle ktoś ryczy! Jak nie matka, to Wronka! Jak nie Wronka, to Klara! A mistrzem był chyba Aleks, który wzbudzał moje obawy - czy aby się nie odwodni?! I nie zapominajmy o nieszczęsnym gadającym kocie... Nie wiem, po co on tam w ogóle jest?! Podejrzewam, że to jakiś znak. Symbol, metafora... jednak ja w czytaniu ukrytych przekazów, zbyt dobra nie jestem :) Więc pani Izo, pani wybaczy, ale nie kumam!

Książka jest bardzo chaotyczna. Czasem nie ma nawet znaku, że telefoniczny rozmówca Klary się zmienia... Ot, w ciągłości dialogu z Aleksem, Klara zwraca się nagle do matki! Niektóre rozdziały są natomiast tak bezsensowne, że nie wiem, jaki w ogóle miały związek i co miały wnosić do całości. Ciężko do tego przywyknąć i dlatego uważam, że pani Kuna musiałaby bardzo popracować nad swoim warsztatem pisarskim, ponieważ obecny styl mógłby nie przypaść do gustu wielu odbiorcom. Wulgaryzmy, które przerażają częstotliwością ich pojawiania, wcale nie są tam konieczne. A gadający kot tylko popsuł moje odczucia... Jednak muszę przyznać, że mimo wszystko wciągnęła mnie ta lektura! Niesamowicie szybko się czyta, w związku z czym zajęła mi jedno popołudnie! Poza tym, kurcze... naprawdę uśmiałam się po pachy! Gdyż dialogi w tej książce są tak naturalne i tak rzeczywiste, że czasem czytając miałam wrażenie, że czytam rozmowy, które sama często przeprowadzam z moimi przyjaciółkami! :)

- siedzisz nie z tej strony. Idź stąd.
- spadaj to mój dom!
- ale siedzisz między mną a moim winem
- a to sorry...

- idziemy w weekend na starówkę?
- możemy, a gdzie?
- nie wiem jeszcze, gdzieś tam sobie pójdziemy..
- do parku obnażać się?
- tak!
- ok. to załóż jakiś fajny płaszczyk...
(przykłady z życia wzięte... )

Nie jest to arcydzieło, ale nie zgodzę się też, że jest to totalny gniot. Jak każda twórczość, tak i ta, ma swoje wady i zalety... W tym przypadku może i przeważają wady, jednak i ta forma, ten styl znajdzie swoich sprzymierzeńców. Choć czyta się łatwo, szybko i przyjemnie, czasem ciężko się połapać i znaleźć sens. Podejrzewam, że ponieważ twórczość pani Kuny jest bardzo specyficzna, może wzbudzać masę kontrowersji. Ciężko przyzwyczaić się do chaotycznego stylu i dość wulgarnego słownictwa. Jednak autorka świetnie przedstawia emocje i bogate wnętrze kobiet! Robiąc to naturalnie i bezpośrednio. Poza tym było dość zabawnie! Uśmiałam się niemal do łez i przyznam, że z entuzjazmem przyjęłabym tę historię w innej formie... może na srebrnym ekranie? Z panią Kuną w roli głównej. 

czwartek, 11 września 2014

...a na półce kurzą się arcydzieła! :)

Interesujących, wartych uwagi książek na świecie nie brakuje. Na szczęście! Każdy, jeśli tylko chce, znajdzie coś dla siebie, gdyż oferty wydawnictw są bardzo bogate. Kryminały, horrory, thrillery, powieści młodzieżowe, paranormalne... Do koloru do wyboru... Dla każdego coś dobrego!

Do tego raz na jakiś czas pojawiają się książki, które mam wrażenie, że czytają wszyscy! Młodsi i starsi... Miłośnicy wszystkich gatunków! To tak zwane "arcydzieła", które każdy chciałby poznać... a jeśli nie chciałby, to przynajmniej wypadałoby, bo jest o nich tak głośno i zbierają one tyle zachwytów, że nawet prawdziwy książkowy twardziel, w końcu wymięka! Taką serią były choćby "Igrzyska śmierci" pani Collins, "Delirium" pani Oliver, trylogia Larssona... i wiele innych. 

Dodatkowo są jeszcze książki, które choć nie są znane każdemu, to na pewno wielbiciel wybranego gatunku, powinien znać! Miłośnik twórczości Stephena Kinga nie znający "Miasteczka Salem"? Jeśli już, to na pewno nie na długo... Więc książek, które każdy chciałby koniecznie przeczytać jest całe mnóstwo! I ja również mam ich całą kolekcję... problem w tym, że właśnie kolekcję! No zabijcie mnie, ale ja nie wiem jak to się dzieje! Kupuję, znoszę do domu masę książek, nierzadko są to tytuły, które wśród recenzentów zbierają najwyższe oceny... a potem?! Stawiam je na półkę, na bliżej nieokreślone "potem" i biegnę do biblioteki, bo przypomni mi się książka, którą przecież koniecznie muszę przeczytać! 

Podejrzewam, że u większości z Was taka sytuacja nie jest niczym dziwnym... Pewnie każdy z nas ma w domu książki, które stoją, kurzą się i czekają na swoje magiczne "potem" :) No właśnie dlaczego tak się dzieje?! :) Dlaczego książka, która wzbogaca naszą domową biblioteczkę i kupiliśmy ją sobie sami z zamiarem przeczytania, przestaje nagle być pozycją pilną? Może znaczenie ma tu termin? Ograniczenie czasowe? Wypożyczając książkę z biblioteki, musimy przeczytać ją w określonym terminie. Egzemplarze recenzenckie również, nie mogą leżeć w nieskończoność... a te, które kupiliśmy sami? - "Eee... przecież nikt mnie nie goni" :)

Na moich półkach kurzą się między innymi: "Cień wiatru" pana Zafón (leży 4 lata!) i jej kontynuacja, trylogia Larssona, "Księżniczka z lodu" pani Lackberg, "Atlas chmur"(1 rok) i taki klasyk jak "Imię róży", który dostałam pod choinkę od męża w zeszłym roku!... i zbieram się, zbieram i zebrać nie mogę! Chcę przeczytać, a ciągle pojawi się coś, co muszę przeczytać już, teraz, koniecznie! I cały czas tylko obiecuję sobie, że jeszcze tylko jedna książka z biblioteki i zdejmę coś z półki... aha... jedna książka, ale chyba z każdej biblioteki w całym mieście! :) Kto z Was miał podobnie? Kto ma podobnie? Jak poradziliście sobie w końcu z takim problemem? :) 

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...