sobota, 11 lutego 2017

New York City w pigułce :) - Święto Dziękczynienia...


Nowojorczycy mają w domu kuchnię tylko dlatego, że tak zostały zaprojektowane ich mieszkania i po prostu mają w rozkładzie takie dziwne pomieszczenie, o nieznanej im funkcji. Wyposażone w lodówkę, kuchenkę, zmywarkę, zlew i mikrofalówkę. Zaakceptowali to, zagospodarowali po swojemu... w mikrofalówce mają składzik słodyczy, w zmywarce zapasy ryżu i makaronu na klęskę żywiołową i niespodziewany armagedon np. 0°C, a w kuchence pewnie można jeszcze znaleźć naczynia z epoki kamienia łupanego, dzidę i szkielet dinozaura. Z tego pomieszczenia nie korzystają oni zbyt często i nie w takim celu do jakiego my przywykliśmy. Posiłki przyrządzają im pobliskie knajpy, pizzerie i Fast Foody za niewielkie pieniądze, w jednorazowych naczyniach, co by John Smith nie tracił swojego cennego czasu na zmywanie, a raczej wsadzenie zastawy do zmywarki, która całą robotę i tak zrobiłaby za niego. John i Jennifer Smith po skonsumowaniu posiłku wyrzucają jednorazową zastawę do śmieci. Jednorazowej reklamówki wiszącej bardzo często na wewnętrznej klamce drzwi wejściowych. Gdybyś szukał u nich śmietnika pod zlewem, wyleciałyby zapewne stamtąd w popłochu zamieszkałe tam nietoperze. Bo cóż to za dziwne miejsce na śmietnik w szafce i to jeszcze w pomieszczeniu, które spełnia funkcję składzika!?


John i Jennifer kupują jedzenie na mieście z kilku powodów. Po pierwsze - jedzenie w knajpach jest tak tanie, że bardziej opłaca im się kupić gotowe, niż iść do sklepu i zaopatrzyć się we wszystkie składniki potrzebne do upichcenia obiadu dla całej rodziny. Po drugie - po prostu nie mają na to czasu. Jak już kiedyś wspominałam, posiłki często spożywają w biegu! Dokładnym, wiernym odzwierciedleniem życia tutaj jest jedna ze scen filmu "Diabeł ubiera się u Prady", kiedy główna bohaterka pochłania cebulowego bajgla w metrze. Godzinny lunch w pobliskiej kawiarni z przyjaciółkami, podczas przerwy w pracy, jak to robią bohaterki "Seksu w wielkim mieście", to fikcja. Tu nikt nie ma na to czasu. Przynajmniej spośród klasy średniej, czyli normalnego obywatela, który mieszka na Queensie i jeździ zwykłą Hondą lub Toyotą, a nie 100-metrową limuzyną z szoferem. (Jak to robią milionerzy i celebryci powiem za jakiś czas, jak w końcu zostanę tą gwiazdą filmową :P ) Nowojorczycy dużo pracują. Wracają do domu późno, wyrąbani jak konie po westernie, z kolacją pod pachą. Z pobliskiej knajpy, w jednorazowych naczyniach, bo ostatnie o czym marzą to stać przy garach do północy. Szef kuchni "Czing czang czong" z uśmiechem na twarzy robi to za nich i wszyscy na tym korzystają, bo przy okazji na osiedlu dziwnym trafem biega coraz mniej bezpańskich psów... :P i zostaje tylko problem wiewiórczych gangów.

Jest jednak jeden taki dzień w roku, kiedy John i Jennifer Smith, nie idą do pracy, nie idą do knajpy, ale odgruzowują kuchnię, przepędzają nietoperze, sprzątają z patelni i zewsząd wszystkie pajęczyny ...zakładają fartuszki i z chęcią spędzają przy garach pół dnia. Wsadzają do piekarnika indyka wielkości spasionego rottweilera, który będzie się piekł z tydzień, doglądają go z większą czułością niż facet nowo wyrwaną królewnę podczas pierwszej (i ostatniej) wspólnej nocy i pogwizdują przy tym radośnie. Obowiązkowym dodatkiem do indyka jest słodki sok z żurawiny, a na deser ciasto z dyni - Pumpkin Pie. Ot, taka pozostałość po Halloween, co by nie trzeba było nadpleśniałej dyni wyrzucać ;) Zapraszają do siebie na kolację rodzinę, przyjaciół, albo sami lecą na drugi koniec Stanów, specjalnie na ten wieczór. I może Was zaskoczę, ale wbrew pozorom nie jest to Boże Narodzenie, tylko ...Święto Dziękczynienia! To, które znamy z filmów. Jedno z najważniejszych, najbardziej rodzinnych tutaj świąt. Święto, na punkcie którego, Amerykanie mają prawdziwego pierdolca.

W każdym sklepie królują wtedy indyki i tacki do ich pieczenia. Są też zestawy dla leniwych - tacka a na niej upieczony ptak, gotowy do postawienia na stół. Ale to zestaw dla tych naprawdę zdesperowanych. Wszystkie kobiety wymieniają się przepisami na marynatę i najlepszymi sposobami okiełznania indyka. Indyk na siedząco, indyk na stojąco, indyk przypalony - średnio lub na węgiel. Wszyscy już w kuchni nad piekarnikiem sterczą, ewentualnie w samolocie siedzą i na tegoż indyka lecą. Do siostry, przyjaciółki czy znienawidzonej teściowej, którą i tak tego dnia będą wielbić i głosić jej dziękczynienie - Kochana teściowo dziękuję, że odwiedzasz nas tak rzadko. Wszyscy dzwonią, tysiące wiadomości wysyłają, wszystkim życzenia ślą! "Szczęśliwego Dnia Dziękczynienia". Na fejsiku coraz to nowe zdjęcia. Kartki z życzeniami, dupa w samolocie, indyk w piekarniku, indyk na stole, a tu takie tam z indykiem... niczym u nas w Boże Narodzenie - zdjęcie przy choince, na choince, za choinką i pod choinką :D Nawet ja życzeń dostałam tego dnia więcej, niż u nas w Polsce na Święta i Sylwestra razem wzięte. Do tego ze 3 osoby zadzwoniły! Kilka smsa wysłało! W szoku jestem! Nie spodziewałam się, że aż tyle osób mnie lubi :P ...rudą!

Jeśli chcesz coś załatwić gdziekolwiek, to środa, dzień przed Świętem Dziękczynienia jest na to najlepszą porą, gdyż znudzona na co dzień wiedźma siedząca w okienku, będzie dziś miła, uśmiechnięta i wdzięczna za to, że w ogóle tam siedzi i może ci pomóc. Pani z infolinii czegośtam z działu skarg i zażaleń, będzie wdzięczna, że mogła wysłuchać Twoich przekleństw wykrzyczanych pod swoim adresem. A koleś, którego niechcący popchniesz na stacji metra, będzie Ci wdzięczny, że przez Ciebie spadł ze schodów, złamał sobie obie nogi, ręce i kark, po czym sturlał się na tory i przejechał go pociąg :P Thanksgiving!

Ale spiesz się! Jest to edycja limitowana! Kto pierwszy ten lepszy! Bo już w środę tylko nieliczni pracują do ostatniej minuty. Zazwyczaj szef wdzięczny pracownikom za swój apartament na Manhattanie pozwoli wszystkim wyjść z biura wcześniej. No chyba, że pracujesz w centrum handlowym, wtedy zostaniesz dłużej (gdzieś tak do niedzieli :P ) i przygotujesz jeszcze asortyment na Black Friday, a szef będzie ci wdzięczny, że nie stroisz przy tym fochów. Są też tacy, którzy sami sobie wyjdą wcześniej i też będą wdzięczni szefowi, że nadal mają pracę. Jak więc widzicie wdzięczność pełną parą. A wspomniany Black Friday to byłby dobry temat na oddzielny post, ale niestety nie poszłam, bo nie mam zestawu obowiązkowego - namiotu, ani pampersów :P 

I tak co roku w czwarty czwartek listopada John i Jennifer Smith odgruzowują kuchnię i przy indyku wielkości cielaka dziękują wszystkiemu i wszystkim za co tylko mogą i jak mogą, aż po nogach im leci z tej wdzięczności. Wredne na co dzień Chinki i murzynki są tak miłe, że lukier po dupie spływa. Nawet ja, amerykanizując się trochę, wtapiając się w ich klimaty, też postanowiłam tego dnia być całkiem miła :) Jak widzicie więc cuda się tu dzieją! I wyobraźcie sobie, że oni mają tu taką jazdę co roku. Spędziłam tutaj już drugie Święto Dziękczynienia i po raz drugi dziwi mnie to samo. Tradycyjnie rzecz biorąc Indianom już podziękować nie mogą, bo się w końcu zapomnieli i ich wykosili z tej całej wdzięczności za uratowanie im życia, więc teraz dziękują sobie wzajemnie... kto chce się bardziej zagłębić i dowiedzieć więcej o historii Święta Dziękczynienia odsyłam do Wujka Google i Cioci Wikipedii. Tymczasem i ja wdzięczność swą wyrażę - dziękuję, tym najwytrwalszym, którzy doczytali to do końca. I Wy bądźcie mi wdzięczni, albowiem wytrwałość to przydatna w życiu cecha :P

Z cyklu "NYC w pigułce" polecam także:
NYC w pigulce :) - Boze Narodzenie i Sylwester w Nowym Jorku :)
NYC w pigułce :) - Takie rzeczy tylko w filmie... :)
NYC w pigułce :) - Z wizytą w Chinatown...
NYC w pigułce :) - Nowy Jork przygotowuje się na Armagedon!
NYC w pigułce :) - Metro zbawieniem ludzkości?

NYC w pigułce :) - a podobno miałam wylądować w Nowym Jorku?! :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Każdy komentarz jest na wagę złota... :) Dziękuję!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...