piątek, 3 marca 2017

New York City w pigułce :) - 10 minusów mieszkania w Nowym Jorku


1. NAPIWKI - tak, tu daje się napiwki niemal zawsze i wszędzie. Jest nawet ustalone oprocentowanie, jakiej wysokości ten napiwek ma być. Na Manhattanie jest to około 20% wartości rachunku! Na Queens i Brooklynie trochę mniej, bo około 10-15%. Co najlepsze, napiwek nie jest opcjonalny, według Twojego uznania, tylko obowiązkowy! Oczywiście, możesz udawać zielonego w tutejszym obejściu dziewiczego turystę i narazić się na opinię niekulturalnego osobnika z innej planety, ale nie zdziw się jak kelner, taksówkarz, czy fryzjer o ten napiwek sam się upomni... ;) Bezpiecznie czuj się tylko w fast-foodach, tam napiwki nie obowiązują.

2. BRAK PRALEK W MIESZKANIACH - jak już kiedyś wspomniałam, pralnie publiczne, które znamy z amerykańskich filmów to nie wymysł twórców, nie fantastyka, ani też nie przeszłość. Pralnie publiczne są tu niemal na każdej ulicy i mają się świetnie, bo zupełnie normalne jest pranie swoich gaci w jednej pralce z gaciami całego osiedla i nikt nie ma z tym problemu. Pralki w mieszkaniach to rzadkość. Ewentualnie przy odrobinie szczęścia można znaleźć pralnię w piwnicy swojej kamienicy... też płatną, ale zawsze to pranie gaci tylko z całym budynkiem, a nie z całym osiedlem.

3. REKLAMY W TELEWIZJI - jeśli myślicie, że reklamy na Polsacie czy TVN są nie do wytrzymania, jesteście w błędzie. Owszem są one tak długie, że podczas ich trwania, można się najeść, skoczyć do sklepu w innym mieście, czy nawet w innym województwie i zapomnieć co się w ogóle oglądało :D ale i tak wolę takie reklamy na Polsacie co 30-40 minut filmu, niż krótkie, co ...4 minuty! Serio! Sprawdzałam to raz z zegarkiem, kiedy zorientowałam się, że prawie cały czas oglądam bloczki reklamowe! WTF?! Tu na publicznych kanałach, podczas filmu reklamy są co 4 minuty! i trwają po 4 minuty! Takie oglądanie filmu to dopiero hardcore!

4. SZOPY I WIEWÓRCZE GANGI - Wiewiórki grasują tu w zorganizowanych grupach przestępczych! Biegają obok Ciebie po chodniku w centrum miasta. Okupują wszystkie ogródki, przebiegają drogę, wspinają się po schodkach przeciwpożarowych i zaglądają do okien, pukają, machają, mierzą do ciebie splówą domagając się poczęstunku. Są wszędzie! Szopy natomiast grasują po zmroku w parkach i panoszą się bezczelnie w prywatnych ogródkach. Nierzadko wprosza się na grilla. Nie są tak milusie jak wiewiórki... jeśli nie znajdą czegoś do schrupania, nie pogardzą gołą łydką przechodnia... ;)

5. ODŚNIEŻANIE PUSTYCH ULIC - spędzam tu już moją drugą pod rząd zimę i wiecie co?! Takich śnieżyc jak tu, jeszcze nigdy nie widziałam! ale tego miasta nie da się sparaliżować na dłużej niż jeden dzień. Śnieżyce zdarzają się zazwyczaj raz w roku. Zamieć taka nadchodzi, sypie bez przerwy dzień i noc, w jedną dobę zasypuje całe miasto i samochody po dach, tak że następnie szukasz swojego auta za pomocą wykrywacza metalu. Tego dnia mieszkańcy mają nakaz zostania w domu, nie kursuje metro, nie kursują busy, pozamykane są szkoły, niemal wszyscy dostają przymusowy dzień wolny od pracy. Tego dnia nadchodzi Armagedon! Miasto zamiera i zdaje się być bezludne i sparaliżowane, ale dzieje się to raczej ze względu na bezpieczeństwo. Pługi za to od początku kursują co parę minut, chyba po każdej ulicy. Następnego dnia chodniki i ulice są już czyste... niby to plus prawda?! ale jednak nie do wytrzymania jest zgrzyt pod oknem co kilkanaście minut, kiedy pług nadal odśnieża opuszczoną szuflą... czysty już asfalt! Czyścioszki, gdyby mogli to by ten asfalt przelecieli jeszcze mopem na mokro ;)

6. KORKI I MIEJSCA PARKINGOWE - o żesz jasna cholera! Wiem, że nasze korki są wkurzające... ale stojąc w jednym z nich następnym razem, wyobraź sobie korek w tym mieście. Mieście, w którym w 2013 roku zanotowano prawie 8.500.000 (legalnych) mieszkańców. Nie ma tu znaczenia godzina, gdyż godziny szczytu są tu cały dzień i noc. Jeśli wpakujesz się taki koreczek, przejechanie paru ulic może ci zając ze dwie godziny. Polecam więc poruszanie się autem tylko w towarzystwie osób, które się lubi ;) i koniecznie z zapasem prowiantu na jakiś tydzień! Kiedyś w środku tygodnia, o godzinie 1 w nocy, stałam w tak gigantycznym korku, że z desperacji już prawie wyciągałam z mojej damskiej torebki koc, poduszkę, przybory do demakijażu i piżamę! ;) W moim rodzinnym Olsztynie w godzinach nocnych ulice są niemal puste, sygnalizacja odpoczywa i śmiało możesz iść środkiem najbardziej ruchliwej ulicy w mieście, bez obaw, że ktoś zrobi z Twojego tyłka garaż! Tu... to się nie wydarzy! Spróbuj a w dwie sekundy zostanie z ciebie plama! A co najlepsze i jednocześnie najbardziej zadziwiające, nawet w metrze, możesz stać w korku... więc zapas pampersów i plecak ze śpiworem nie zaszkodzi :) kolejnym problemem są miejsca parkingowe. Placów parkingowych na osiedlach, jak to jest u nas, nie ma! Tu parkuje się wzdłuż ulic, po obu stronach. I parkuje się tak ciasno, że wielu kierowców ma gumowe ochraniacze na zderzakach, a wyjechać czasem graniczy z cudem... Niektóre kamienice mają dla mieszkańców parkingi w piwnicy, bądź na dachu budynku, ale taka przyjemność słono kosztuje. i albo za parking płacisz, albo parkujesz na ulicy - parę przecznic dalej, dwa osiedla dalej, albo w ogóle w sąsiednim stanie. Wybór należy do Ciebie.

7. NADUŻYWANIE SYGNAŁU DŹWIĘKOWEGO I SAMOWOLKA DROGOWA! - jeśli są tu jakieś przepisy drogowe, to i tak nikt ich nie przestrzega ;) każdy jedzie jak chce. Ok, na czerwonym świetle zazwyczaj samochody stoją, choć przechodząc przez ulicę nigdy, przenigdy się tym nie sugeruj, jeśli życie ci miłe. Na jezdni linii rozdzielających pasy ruchu nie ma, więc zmieniając ten umowny pas, niewielu kierowców korzysta z kierunkowskazów. Ponadto w naszej pięknej ojczyźnie używanie sygnału dźwiękowego, potocznie zwanego "trąbieniem", jest dozwolone tylko w wyjątkowych przypadkach. Jak jest tu, to nie wiem, ale wiem, że tu te wyjątkowe przypadki są co minutę. trąbią cały czas! Przywykłam i na co dzień nie zwracam już na to uwagi, ale ostatnio podczas nagrywania wiadomości do przyjaciółek zorientowałam się, że niemal w każdym nagraniu słychać w tle klakson! Jedziesz - trąbią na ciebie. Stoisz - trąbią na ciebie. Skręcasz - trąbią na ciebie. Jedziesz źle - trąbią na ciebie! Jedziesz dobrze - też trąbią! Nie dogodzisz ;)


8. WIECZNY HAŁAS - to miasto nigdy nie śpi. Choć mieszkam na Queens, z dala od Manhattanu, całą dobę słyszę samochody przejeżdżające pod oknem. Normalne jest też, że grubo po północy, nadjeżdża pod kamienicę śmieciarka, po śmieci wystawione na chodnik i potwornie ryczy pod oknem! Cala noc co jakiś czas skrzypi brama wjazdowa do parkingu, w budynku naprzeciwko. Ostatnio też o godzinie 2 nad ranem jakaś grupka małolatów, bądź też nie, urządziła sobie pod moim oknem imprezę. Tak, normalną imprezę z muzyką i tańcami! Szkoda, że jeszcze stroboskopu nie mieli gdzie zamontować! Moja dzielnica i tak jest jeszcze w miarę cicha, ale Manhattan... OMG. tam to się dzieje! Nie wiem jak ludzie tam mieszkają?! Uwierzcie mi, będąc na Manhattanie ciężko jest rozmawiać z towarzyszem idącym obok. A przez telefon, w ogóle nie sposób się dogadać!
- już jestem! czekam w Central Parku!
- ja też niedaleko! to czekaj tam gdzie jesteś, na Times Square :P

9. ZMIENNA POGODA - do tego trzeba się przyzwyczaić, że jest tu inny klimat niż u nas. Dziwny klimat. Mam oczywiście 4 pory roku, tu różnicy nie ma, ale inaczej są one odczuwalne. Głównie panuje tu klimat kontynentalny wilgotny, czasem z małą zajawką subtropikalnego wilgotnego... cokolwiek miałoby to znaczyć :) Latem jest tu piekarnik. Wychodzi się na ulicę i nie ma czym oddychać, a po minucie pot leje się z człowieka strumieniami. Na podziemnej stacji metra jest duszno i okrutnie, pociąg nadjeżdża na ratunek, ale po paru minutach jest w nim aż za zimno :) To jest lato, nic tylko smażyć się na plaży. Zimą jednak to całkiem inna historia. Czasami zdarzają się mrozy do kilku stopni na minusie, kiedy to Nowojorczycy naciągają kalesony z mysich cipek i majtki z golfem, co by sobie jajek nie poodmrażać. Czasem nadejdzie wspomniana śnieżyca, która po paru godzinach panowania zostawi panoramę jak z filmu "Pojutrze" :D Jednak następnego dnia ludzie wychodzą ze swoich nor i od początku budują cywilizację. W wietrzny dzień, wiatr urywa łeb przy samej dupie! Modelki latają w powietrzu jak te krowy w kadrze z filmu "Twister" i zgaduję, że chyba dlatego przeciętny Amerykanin ma w tyłku parę kilo tłuszczyku w zapasie - tak ewolucja przystosowała go do warunków w jakich żyje! On podświadomie czuje, że musi stołować się w McDonalds! Dla swojego bezpieczeństwa i przetrwania gatunku! Taaaak, to ma sens! Ale czasem pogoda jest tu bardzo zmienna i zmienia się z dnia na dzień! Jednego zimowego dnia jest wiosna. Słoneczko i 18 stopni na plusie, następnego zamieć śnieżna z mrozem na minusie, a kolejnego jesienny deszcz i szaruga... Nie żartuję. I weź tu człowieku się ubierz.

10. TŁUMY! - na koniec zostawiłam coś, co mnie drażni najbardziej. Kto zna mnie nieco bliżej doskonale wie, że nie byłabym sobą gdybym nie przyznała, że najbardziej denerwują mnie... ludzie! ;) swoją drogą bardzo zabawne jest, że taki aspołecznik jak ja wybył do najbardziej zaludnionego miasta w całych Stanach. To dopiero paradoks. To miasto jest cholernie zaludnione. Na Manhattanie są ogromne tłumy, nie raz trzeba się przeciskać by w miarę sprawnie przemieścić się z miejsca na miejsce. Times Square omijam szerokim łukiem! Byłam, zobaczyłam, dziękuję, nie ciągnie mnie tam ponownie. Ale całego Manhattanu niestety nie ominę. Nie dość, że żyje tu legalnie 8 i pół miliona ludzi, a drugie tyle z przemytu, bo muru na granicy z Meksykiem jeszcze nie postawiono :) to jeszcze przybywają tu miliony turystów. Nie, ja do turystów nic nie mam, sama jestem poniekąd jednym z nich... ale tubylcy czasem dostają białej gorączki! I ja czasem też, bo jednak oprócz zwiedzania, mam tu inne obowiązki. Przyjeżdżając tutaj, ludzie powinni zapoznać się z paroma zasadami panującymi w tym mieście i zdać sobie sprawę, że są tu ludzie, którzy normalnie żyją, pracują, uczą się! Niektórzy ludzie poruszają się metrem i chodzą piechotą, bo podążają do pracy, lub szkoły! Serio! I chcą dostać się do punktu docelowego jak najszybciej. Tubylcy (jakkolwiek dziko to brzmi) są bardzo cierpliwi, ale nienawidzą nieobytych turystów. człowieku! Nie zatrzymuj się do cholery jasnej na środku chodnika, żeby strzelić sobie słitfocię na fejsika! Bo z tyłu idą ludzie!!!! ciężko to zejść na bok, poczekać chwilę?! Przecież żaden budynek Ci nie ucieknie i zdążysz zrobić mu zdjęcie. Ok, wiem, wieże WTC raz uciekły, ale nie zakładajmy od razu najgorszego! Ja parę razy z łokcia dostałam to i się nauczyłam ;-)Poza tym na schodach ruchomych stań jak należy po prawej stronie, a nie na środku, by można cię było ominąć! Nie czekaj na pasach na zielone światło! nie trzeba, bo tylko się korek zrobi! Mieszkańcy się wiecznie spieszą, turyści spacerują środkiem chodnika... Jak to pogodzić?! Dlaczego nie rozdają jeszcze na lotniskach ulotek z zasadami współżycia w tym mieście, to ja nie wiem?!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Każdy komentarz jest na wagę złota... :) Dziękuję!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...